You are currently viewing ŚWIAT W MOICH OCZACH – czyli świat w oczach chrześcijanina cz. 4

ŚWIAT W MOICH OCZACH – czyli świat w oczach chrześcijanina cz. 4

Gdzie jest Bóg?

Nasza „droga krzyżowa” również jest trudna. Co więcej, dla wielu z nas jest to wręcz ekstremalna droga krzyżowa. Prawo silniejszego i prawo łańcucha pokarmowego, które obowiązuje w świecie w którym się znaleźliśmy, stwarza sytuacje, których nie rozumiemy, a które budzą w nas sprzeciw i rozgoryczenie. Czasami do tego stopnia, że zadajemy pytanie: gdzie jest Bóg? Notabene Bóg, którego umieściliśmy na półce, powiesiliśmy na ścianie – zapominając, że jest On Osobą, a nie obrazkiem; albo – co gorsza – Bóg, którego wcześniej wyrzuciliśmy ze swego życia, którego de facto powtórnie ukrzyżowaliśmy. Zdezorientowani i pełni wyrzutu pytamy: gdzie jest wspomniana wyżej Inteligencja, która tym wszystkim zawiaduje, dlaczego pozwala na te wszystkie potworności, jakie się na świecie dokonują, na to, co mnie spotkało? Odpowiedź jest prosta: Bóg jest w nas… „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?” 1 Kor. 3,16. Bóg jest w nas, których tragedia dotknęła, którzy te pytania zadajemy. Jest w tych, którzy mają złe zamiary – do ostatniej chwili chcąc ich powstrzymać. Jest wśród ofiar totalitaryzmów, wśród ofiar wszystkich zbrodni, których obchodzimy kolejne rocznice i wśród ofiar wszelkiego zła, na które codziennie patrzymy. Dając człowiekowi wolną wolę i rozum, Bóg nie może powstrzymać go od popełnienia zła – tak jak nauczyciel, nie może w trakcie sprawdzianu zwrócić uczniowi uwagi, że robi błędy. Bóg nie podejmie działań prewencyjnych; nie wyśle bojowego drona, który załatwi sprawę. Bóg do ostatniej chwili wierzy w człowieka i daje mu szansę odwrócenia się od zła, zawrócenia ze złej drogi. Przez cały czas jest przy nim i działa na niego przez wewnętrzny niepokój czy głos sumienia. I niestety, często z bólem serca patrzy na to, jak człowiek – nie zważając na nic – oddala się od Niego i pogrąża w grzechu… a nawet w zbrodni.

 W raju człowiek widział Boga i mógł z Nim rozmawiać twarzą w twarz. Kiedy jednak zgrzeszył, zdradził Boga – schował się przed Nim, wstydząc się i wiedząc, że jest niegodny rozmawiać z Nim w ten sposób. W naszym zaś świecie – w świecie poznania dobra i zła – to Bóg chowa się przed człowiekiem (choć najczęściej daje się znaleźć tym, którzy Go szukają). Bóg chowa się przed człowiekiem, by nie przytłaczać go swoim majestatem, by go nie dominować i nie wpływać w ten sposób na jego postępowanie. Chowając się przed człowiekiem, chce pozwolić mu spokojnie, samemu i w pełnej wolności decydować o sobie. Pozwala, aby to człowiek stanowił, co jest dobre, a co złe, czynił dobro i zło… i ponosił tego konsekwencje. Jezus Chrystus dość obrazowo opisał działanie Boga wobec nas w przypowieści o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu (Łk 15,11-32). Jak czytamy, miłosierny ojciec nie chodził za swoim synem, nie kontrolował go i nie pouczał, gdy ten zabrał majątek i przepuszczał pieniądze na niemoralne uciechy. Dał mu wolną rękę i cierpliwie czekał na jego opamiętanie i powrót do domu. W podejmowaniu właściwych decyzji Bóg wprawdzie dyskretnie nam pomaga – działając przez swego Ducha (co czasami można odczuć jako natchnienie, albo wewnętrzny niepokój – jeśli chcemy iść w złym kierunku), ale to do nas należy ostatnie słowo.

Daną nam wolną wolę i inteligencję możemy wykorzystać w dobrym celu i dokonać wspaniałych rzeczy, ale możemy je też wykorzystać, aby zaplanować zło i zło uczynić… zabijając przy okazji w swoim sercu głos Boga, głos sumienia i krzyżując w nim ponownie Jezusa. Bóg zaczyna działać dopiero, gdy zło się dokonało i wówczas to wyprowadza z niego dobro. Co więcej, zaczyna działać, gdy w ogóle podejmiemy złą decyzję czy poweźmiemy działania mogące przynieść nam czy innym ludziom jakąś szkodę… mówi nam o tym w snach, przez swoje Słowo, innych ludzi, a nawet wysyłając do nas anioły. Kiedy zaś mimo wszystko człowiek wybierze złą drogą, Bóg sam naprawia to co on wraz z diabłem zepsuł i sprawia, że świat staje się mądrzejszy o kolejne doświadczenie, i na jakiś czas nawet lepszy… dopóki znów o Bogu nie zapomni. Ofiary zaś zła wynagradza lub zabiera do swego królestwa i daje im życie wieczne. Życie w szczęściu, którego nie sposób opisać – ocierając każdą łzę i oszczędzając im niebezpieczeństw i trudów życia na ziemi, mówiąc: «Już dziś jesteś ze Mną w raju».

Niektóre bolesne wydarzenia z naszego życia czy tragiczne wydarzenia, które Bóg dopuszcza na świecie (dopuszcza, nie zsyła), wywołują szok. Zadajemy wówczas pytanie: „Dlaczego?”… dlaczego Bóg do tego dopuścił? A może dlatego, że tylko takie wydarzenia mogą obudzić nasze sumienia, pobudzić nas do refleksji i być impulsem do nawrócenia i zmiany swojego postępowania? Jezus tłumaczy dopust Boży związany z tragicznymi wydarzeniami, jako tajemnicę. Czasami jest to kara – konsekwencja naszych działań, a czasami interwencja w nasze sprawy, której sens poznamy dopiero w Jego królestwie. Zwykle trudno nam taką ingerencję zrozumieć i znaleźć dla niej racjonalne wytłumaczenie, bo nasza wiedza o otaczającym nas świecie jest jeszcze mocno ograniczona. Przypomina to rozumienie świata przez grupę bobrów, które zbudowały sobie tamę na rzece. Urządziły wspaniałe żeremie, pozakładały rodziny, aż tu nagle pojawiły się jakieś monstrualne machiny i zburzyły im to wszystko, zaś ich wywieziono w obce miejsce. Człowiek zburzył ich świat… z wielkim trudem i tak długo budowany świat. Z bobrzego punktu widzenia, jest to tragedia. Niedopuszczalna i niesprawiedliwa ingerencja wyższej istoty, jaką jest człowiek, w ich świat. Jak jednak człowiek ma wytłumaczyć bobrom, istotom niższym, z którymi dialog jest niemożliwy, że ich tama powoduje zalewanie jego pól uprawnych, a w razie przerwania grozi zalaniem znajdującego się nieopodal miasta? Nie ma takiej możliwości, bo bobry nie posiadają odpowiednich zmysłów i inteligencji, aby tę wiedzę przyjąć. Całe ich pojmowanie świata ogranicza się do żeremia w którym żyją… mimo, że w ich pracy można dostrzec prawdziwy geniusz inżynierski.

Czasami jeżdżąc ścieżkami rowerowymi, widzę sporo porozjeżdżanych ślimaków. Te niewielkie i niewinne stworzonka przemierzają rowerową ścieżkę niczym pustynię – starając się przejść na drugą stronę. Jak mam czas, przenoszę niektóre z nich w bezpieczne miejsce… i to zgodnie z kierunkiem ich wędrówki!… chyba, że idą na jezdnię, wówczas przenoszę je z powrotem na trawnik, skąd przyszły. Ślimaki jednak trzymają się kurczowo ścieżki i pewnie strasznie się na mnie wściekają, że śmiem ingerować w ich życie, w ich wolność wyboru życiowej drogi. I na nic zda się mówienie do nich i tłumaczenie, że to droga szalenie niebezpieczna. Wściekają się, podczas gdy zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że ktoś właśnie ratuje im życie. Nie mają pojęcia, co się wokół nich dzieje, bo nie dysponują odpowiednimi do tego zmysłami. Tak samo i my nie jesteśmy w stanie pojąć sensu niektórych wydarzeń, które – jak wierzymy – zależą od woli Bożej. Zarówno dla nas, jak i bobrów czy ślimaków, jest to wiedza transcendentna, wykraczającą poza możliwość poznania zmysłami, którymi dysponujemy.

Wydaje nam się, że jesteśmy koroną wszystkiego co istnieje, pępkiem świata, podczas gdy równie dobrze cały nasz Wszechświat może być maleńką cząstką większego świata, „Mega Świata”, który jest dla nas światem niedostrzegalnym i niepojętym, a dla którego my jesteśmy pyłkiem, cząstką elementarną. Nie trudźmy się więc zbytnim roztrząsaniem spraw Bożych, Bożej ekonomii, bo – z całym szacunkiem dla Homo sapiens, istoty stworzonej na obraz i podobieństwo Boże, w której mieszka nawet nieśmiertelna dusza i Boży Duch – ciągle jesteśmy tylko stworzeniami; autonomicznymi, biologicznymi lalkami, obdarzonymi inteligencją i świadomością… istotami niższymi i mocno ograniczonymi w rozumieniu świata… nasze życie zaś, jest jak para na wietrze… chwilę jest i po chwili znika (Jk 4,14). Zaufajmy Bogu i zachowajmy pokorę wobec Jego działania, bo gdyby nie ta swoista Boża ekonomia zbawienia człowieka, nasz świat już by nie istniał. Gdyby nie Boża dobroć, miłość i miłosierdzie, dzięki którym ciągle możemy dokonywać resetów swojego życia i wszystko zaczynać od nowa – mówiąc Bogu jedynie „przepraszam” – już by nas nie było. W swojej dobroci i miłosierdziu, Bóg do ostatniej chwili czeka na nasze nawrócenie i nikogo nie przekreśla. Jest jak cierpliwy ogrodnik z przypowieści Jezusowej o nieurodzajnym figowcu; czeka kolejny rok, abyśmy wreszcie wydali owoc (Łk 13,6-9). Pozwolił nam nawet straszliwie skrzywdzić swojego Syna, a zarazem samego siebie („Ja i Ojciec, jedno jesteśmy” J 10,30), aby nam udowodnić, jak bardzo nas kocha i jak ważni dla Niego jesteśmy. Taki jest Bóg; zakochany w swoich dzieciach, w dziełach rąk swoich!

Ale… miejmy na uwadze, że Boża miłość nie jest ślepa i że Jego miłosierdzie jest sprawiedliwe; miejmy na uwadze, że są grzechy, których Bóg nam nie odpuści! Kto nie zna ofiary Jezusa Chrystusa, a popełnia zło, może być po części usprawiedliwiony i będzie sądzony na podstawie swojego sumienia. Kto jednak ma świadomość, jak wielka to była ofiara, ale nią gardzi i nadal grzeszy, będzie osądzony z całą surowością… niczym upadli aniołowie, którzy mając pełne poznanie Boga i spraw Bożych – odwrócili się od Niego, za co zostali natychmiast i bezpowrotnie odrzuceni. Kościół naucza, że dusze czyśćcowe gorliwie się za nas modlą. Nie mamy pełnej wiedzy, czy modlą się za nas z Bożego polecenia, czy z własnej inicjatywy – jednak gdy przyjmiemy, że mają one – niczym aniołowie – pełną świadomość, czym jest życie i kim jest Bóg, nasuwa się pewna refleksja; modlą się za nas, bo wiedzą po jak kruchym lodzie stąpamy i jak straszne mogą być konsekwencje naszych złych wyborów. Ich gorliwość można porównać do gorliwości z jaką przestrzegamy naszego kolegę, aby nie siadał za kierownicę pod wpływem alkoholu – samemu siedząc na wózku inwalidzkim, gdyż nogi, żonę i dzieci straciliśmy w wypadku, który spowodował pijany kierowca.