You are currently viewing ŚWIAT W MOICH OCZACH – czyli świat w oczach chrześcijanina cz. 1

ŚWIAT W MOICH OCZACH – czyli świat w oczach chrześcijanina cz. 1

Wielu naukowców uważa, że świat i życie jest cudem, niepojętą tajemnicą. Są również przekonani, że nie istniałby świat, życie i ludzie, gdyby nie „Inteligencja”, która to wszystko stworzyła, zarządza tym i trzyma nad wszystkim pieczę. Nauka mówi również, że od zarania dziejów ludzie na całym świecie wyczuwali istnienie tej Inteligencji, Stwórcy wszystkiego i Zarządcy wszystkiego, poszukiwali Go, starali się zrozumieć Jego intencje i można się domyślać, że wchodzili z Nim w różnego rodzaju relacje – czy to w snach, czy na jawie, czy w sferze mistycznej. Nazywali Go też między innymi Bogiem, a Jego niewidzialny świat – światem duchowym. Wyczuwali też istnienie innych istot, z którymi również wchodzili w relacje i interakcje.

Z racji tego, że świat duchowy był dla ludzi niewidzialny, tworzyli oni różne wyobrażenia tego świata i tych istot – zwłaszcza, że w snach i wizjach pojawiały się osoby im bliskie, które już odeszły. Owocem tych interakcji i wyobrażeń było powstawanie rozmaitych wierzeń i przypisywanie Bogu, i innym istotom duchowym wielorakich, często fantastycznych cech, jak również nadawanie im najróżniejszych nazw i imion. Ślepą zaś uliczką było przypuszczanie, że bogów jest wielu… w czym niebagatelną rolę odgrywały istoty duchowe, stojące w opozycji do Boga, to znaczy Szatan i demony.

Ludzie zaczęli też po swojemu Boga/bogów czcić i składać im ofiary. Robili to jednak często opacznie – według swojego wyobrażenia i widzimisię. Nie wiemy też na pewno, skąd wziął się zwyczaj składania ofiar i jaki miał on sens; czy powstał z inicjatywy Boga – jako dziękczynienie za ofiarowane nam życie i opiekę nad nami; czy z inicjatywy człowieka – za ofiarowanie nam życia i opiekę nad nami. Kulturoznawcy i archeologowie są zgodni, że z kultem ofiarniczym mamy do czynienia od zarania dziejów. Nie uwzględniając historii zapisanej w Piśmie Świętym, że ludzie z Bogiem mieli bezpośredni kontakt od pierwszych rodziców i raju, można by założyć, że kult ofiarniczy zrodził się naturalnie w pierwszych społecznościach, kiedy to ich członkowie karmili się wzajemnie, dzielili jedzeniem, upolowaną zdobyczą czy narzędziami. Ofiarowali sobie również różne rzeczy; aby sobie kogoś zjednać, okazać miłość, coś otrzymać w zamian lub z kimś się pojednać (podobne zachowania obserwujemy też w świecie zwierząt). Świadomi jednak istnienia świata duchowego i istoty wyższej, od której może zależeć powodzenie w polowaniu, uprawianiu roli czy odwrócenie złego losu – ludzie zaczęli stosować wobec niej (Boga) sprawdzony w ludzkiej społeczności zwyczaj ofiarniczy – licząc na to, że przez złożenie Bogu ofiary, będą mogli się do Niego zbliżyć, coś wyprosić, za coś przeprosić czy zyskać Jego przychylność… to ta druga opcja, tzn. inicjatywa człowieka. Tu jednak należałoby się zatrzymać i zadać ważne pytanie: Czy wobec tego historia przedpotopowa i czasy Patriarchów opisane w Biblii są nieprawdziwe? Czy boga wymyślili ludzie? Szamani, czarownicy i im podobni zaklinacze rzeczywistości? No cóż, nie jestem ani historykiem, ani biblistą więc mogę tylko powiedzieć jak ja to widzę – jak ten świat wygląda w moich oczach. Najpewniej historia opisana w Piśmie Świętym Starego Testamentu jest prawdziwa, ale dotyczy wąskiej społeczności – Narodu Wybranego, podczas gdy my zastanawiamy się nad kultem ofiarniczym i wierzeniami ludzi żyjących na wszystkich kontynentach. Opierając się mimo wszystko na Biblii, można uznać, że po potopie i pomieszaniu języków (Rdz 11,1-9), ludzie rozproszyli się po całym świecie i zatracili tradycje kontaktów z Bogiem wyniesione z raju. Po części przekazywali sobie nadal ustne podania o zamierzchłych czasach (stąd legendy o potopie obecne we wszystkich kulturach na całym świecie) i stosowali pierwotny kult ofiarniczy, a po części wprowadzali nowe obyczaje – kierując się intuicją, i własnymi odczuciami czy wizjami. I tak oto w różnych miejscach świata, tworzyły się nowe wierzenia i spontaniczny, i wymyślny kult ofiarniczy, który często z pierwotną tradycją i prawdziwą naturą Boga nie miał nic wspólnego, a nawet Go obrażał – jak na przykład składanie krwawych ofiar z ludzi (tu przede wszystkim można zauważyć wpływ Szatana). Bóg musiał wówczas zareagować i położyć temu kres.

Bóg zawiera z ludźmi przymierze

Obserwując te ludzkie poszukiwania bliskości z Bogiem i błądzenie jakby po omacku, Bóg wyszedł ludziom naprzeciw i we właściwym dla nich – jako cywilizacji – czasie, objawił w pełni swoją Osobę. W historii cywilizacji ludzkiej nastąpił wówczas przełom. Bóg uznał, że czas ubrać prymitywne wierzenia w zorganizowany i zinstytucjonalizowany system, który uporządkowałby zarówno wierzenia, jak i kult ofiarniczy. Poza kultem ofiarniczym, Bóg postanowił też uporządkować zasady współżycia społecznego, które również tworzone były spontanicznie i według własnego uznania… często według uznania silniejszego.

Osobą, która została wybrana do stworzenia systemu, który nazywamy religią i uporządkowania zasad współżycia społecznego, które nazywamy prawem, był Mojżesz. Jemu też Bóg objawił swoje Imię, które według obowiązującego w naszym Kościele tłumaczenia, brzmi » Jestem, Który Jestem « (w języku, którego używał Mojżesz imię to brzmi Jahwe). Poza Imieniem, Bóg objawił nam też swoją naturę: jest Duchem i jest Osobą; jest Stwórcą i Ojcem wszystkich i wszystkiego; i jest Panem nieba i ziemi (Właścicielem, Wszechwładcą wszystkiego, co nas otacza). Oznajmił nam też inną, bardzo istotną prawdę: TYLKO ON JEST BOGIEM I POZA NIM NIE MA INNEGO.

W czasie czterdziestodniowego pobytu na górze Synaj, Mojżesz otrzymał od Boga szereg wytycznych na temat tego, jak system religijny przez Niego stworzony ma wyglądać. Oprócz pouczeń dotyczących praktyk religijnych, Mojżesz otrzymał również zbiór praw i zasad rządzących życiem wspólnoty, z których najważniejsze streszczone zostały w Dekalogu. W zamyśle Bożym, lud z którego wywodził się Mojżesz (Izraelici, Żydzi), miał stworzyć podwaliny religii i systemu społeczno-religijnego, który miał rozprzestrzenić się na cały świat i zjednoczyć całą ludzkość.

Na przestrzeni wieków, Żydzi – delikatnie mówiąc – „różnie” wypełniali Boży plan, dlatego nastąpił kolejny punkt zwrotny w dziejach świata, kiedy to Stwórca przysłał nam Zbawiciela (Mesjasza). Izraelici wprawdzie wypełniali nakazany przez Boga kult ofiarniczy w postaci ofiar z płodów rolnych i zwierząt, ale na przestrzeni wieków nagromadziło się tyle zła, nieprawości i grzechów (związanych również z samym kultem ofiarniczym), że jedynym wyjściem przed totalnym upadkiem i zagładą ludzi, było – w oczach Bożych – odkupienie nas przez ofiarę jedną i ostateczną. Taką właśnie ofiarą był Jego Syn. Dla kochającego Ojca coś wręcz bezcennego – ofiara, z którą nic w całym Uniwersum równać się nie mogło. Bóg Ojciec wysłał swojego Syna, aby Ten stał się Barankiem ofiarniczym (zgodnie z prawem przekazanym Mojżeszowi) i przez swoją męczeńską śmierć na krzyżu, zgładził grzechy ludzi żyjących wcześniej i grzechy ludzi żyjących po Nim… aż do skończenia świata. Zgładzenie grzechów odbywało się i odbywa przez wiarę w Jezusa, jako Zbawiciela. O ile dziś zbawienie otrzymuje się przez wiarę za pośrednictwem sakramentów, to w odniesieniu do ludzi żyjących przed Chrystusem (a dokładnie ich dusz przebywających w otchłani), stało się to przez uznanie mesjańskiej godności Zbawiciela (1P 3,19-20)… najpewniej po tej wizycie Zbawiciela, nikt się w piekle nie ostał – poza oczywiście Szatanem i upadłymi aniołami.

Wracając do kultu ofiarniczego nakazanego przez Boga w Prawie Mojżeszowym – z chwilą męczeńskiej śmierci Syna Bożego, Jezusa Chrystusa na krzyżu, kult ten sprawowany w świątyni jerozolimskiej, stracił swoje znaczenie i ostatecznie zniknął wraz ze zburzeniem jej przez Rzymian w 70. roku naszej ery (co zresztą zapowiedział sam Chrystus, Łk 21,5-6). Wymownym tego znakiem było rozdarcie kotary zasłaniającej miejsce zwane „święte świętych” w świątyni jerozolimskiej. Jak wierzono w starożytnym Izraelu – w miejscu „święte świętych” mieszkał Bóg (w świątyni Salomona, stała tam między innymi Arka Przymierza). Do tego miejsca nikt nie miał wstępu, poza arcykapłanem żydowskim, który wchodził tam tylko raz w roku podczas święta Jom Kipur (Dnia Pojednania), w celu dokonania kultu ofiarniczego. Rozdarcie zaś zasłony symbolizowało otwarcie dla wszystkich ludzi bezpośredniego dostępu do Boga w Jezusie Chrystusie. Do Boga, którego w Eucharystii każdy może dotknąć i przyjąć do swojego wnętrza (niestety wielu ludzi traktuje Mszę świętą, jak niewiele znaczący obrządek religijny, a Boga w Eucharystii, jak zwykły opłatek). Od tego czasu każdy z nas jest Świątynią Pańską, a Boga czcimy i ofiary Mu składamy w Duchu i prawdzie. W Duchu: miłość Boga, miłość bliźniego, ufność Bogu, autentyczna i szczera modlitwa każdego z nas w osobistej relacji z Bogiem. W prawdzie: świadomość prawdziwej relacji jaką mamy z Bogiem, czystość intencji, zgodność z nauką Jezusa, pokora, stawanie w prawdzie o sobie. Składając Bogu ofiary w Duchu i prawdzie, oddajemy Mu siebie; swój czas, swoją czystość, swoją świętość czy wreszcie w postaci rezygnacji z przyjemności, jeśli wiąże się to z grzechem i rezygnacji z dóbr, jeśli wiąże się to z grzechem. Największą jednak ofiarą składaną Bogu w Duchu i prawdzie, jest ofiara Mszy świętej – ofiara samego Jezusa w Eucharystii.

Jak widzimy – na przestrzeni tysiącleci, Bóg nieustannie nam towarzyszył i w ten czy inny sposób nas wspierał. Kiedy zaś stanęliśmy nad przepaścią – z miłości do nas posunął się do czynu dla nas wręcz niepojętego – wydał na śmierć krzyżową swojego umiłowanego Syna, jako ofiarę przebłagalną za nas i nasze grzechy, abyśmy my mogli otrzymać przebaczenie i życie. Co jednak najistotniejsze, ofiara wówczas złożona trwa nieustannie na ołtarzach całego świata i trwać będzie dopóty, dopóki na ziemi pozostanie choć jeden kapłan, który w sukcesji Jezusa Eucharystię może sprawować. Przez uczestnictwo w sakramencie Eucharystii, nikt z nas nie stał się automatycznie nieśmiertelny (w tym świecie), ale dzięki zmartwychwstaniu Jezusa, otrzymaliśmy zapewnienie życia po śmierci – życia wiecznego… i to w niebie. „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54).