W tej serii artykułów poświęconych przetrwaniu w trudnych czasach, pochylimy się nad tematem zaopatrzenia organizmu w wodę. Jak pewnie każdemu wiadomo, woda (H2O, tlenek wodoru) występuje w trzech stanach skupienia – jako para, jako płyn i jako lód. Znajduje się w całym – znanym nam – Wszechświecie i na wszystkich planetach naszego Układu Słonecznego, księżycach, planetoidach czy kometach (niektóre komety zbudowane są głównie z wody w postaci lodu). Woda pokrywa 70% powierzchni naszej planety, zaś w jej wnętrzu – w postaci płynnej i w postaci różnych związków – znajduje się jej 10 razy więcej. Nasze ciała składają się średnio w 70% z wody, a mogą tak dobrze funkcjonować, bo znajdująca się w nich woda stanowi nie tylko budulec, ale i pas transmisyjny składników odżywczych i produktów przemiany materii. Podobnie jest w całym świecie ożywionym. Jak więc widzimy, życie organiczne jakie znamy, opiera się na wodzie – bez wody naszego życia nie będzie… zarówno tego wokół nas, jak i mojego, i Twojego. Dorosły człowiek potrzebuje około 3 litrów wody na dobę… dostarczonej w różnej formie; czy to w jedzeniu, piciu, czy w kroplówce (dożylnie). Musimy ją dostarczać, bo ciągle ją tracimy – przez parowanie i w postaci moczu, i kału. I na koniec to, co kilkakrotnie już mówiłem – jeśli nie dostarczymy naszemu ciału odpowiedniej ilości wody, po kilku dniach umrzemy.

Mając dwuetapowy filtr z wkładem węglowym, wodę możemy pozyskać z praktycznie każdego źródła. Co jednak zrobić, gdy na naszej drodze przez długi czas wędrówki do domu nie natrafimy na żadne źródło wody? Albo, co zrobić, gdy straciliśmy całe nasze wyposażenie, bo na skutek fatalnego zbiegu okoliczności zostaliśmy w samym ubraniu? Co zrobić, gdy nie możemy liczyć na pomoc z żadnej strony… co więcej, kontakt z jakąkolwiek stroną może być dla nas śmiertelnie niebezpieczny?
Jak mówiłem w wcześniejszych artykułach, bez jedzenia obejdziemy się przez kilka tygodni, więc do domu powinniśmy dojść na rezerwach zgromadzonych przez organizm i jakichś „wynalazkach” znalezionych po drodze, ale bez wody po kilku dniach umrzemy. Niemniej, nie jesteśmy na straconej pozycji, bo wbrew pozorom, nawet w terenie, na którym nie ma żadnych zbiorników wodnych czy cieków, zawsze gdzieś tę wodę można znaleźć. Przyjrzyjmy się zatem zagadnieniu – zakładając zarówno scenariusz posiadania naszego wyposażenia, jak i jego braku. Więcej jednak uwagi poświęcimy scenariuszowi pesymistycznemu.
Oszczędzamy wodę
Zanim jednak przejdziemy do omawiania tematu pozyskiwania wody z zewnątrz, przedstawię kilka zasad postępowania, które pozwolą nam na zachowanie wody w organizmie, aby proces jej utraty maksymalnie spowolnić.
- Na pierwszym miejscu pewien zabieg radykalny. Jeśli spodziewamy się kilku dni bez wody, należy zmusić organizm do przejścia z normalnej gospodarki wodnej, do gospodarki oszczędnościowej… to tak, jak z głodowaniem – organizm się przestawia i zaczyna korzystać z zapasów zgromadzonych w tkankach. Aby organizm się przestawił, nie pijemy wody przez jeden dzień, a potem drobnymi łyczkami po trochu.
- Kolejny, radykalny zabieg; nie jemy suchych i mięsnych potraw… jeśli mamy tylko takie jedzenie – pościmy.
- Jemy potrawy bogate w wodę (warzywa, owoce, grzyby).
- Nie pijemy alkoholu… aby rozłożyć alkohol, organizm zużywa wodę, a ponadto alkohol jest moczopędny.
- Nie jemy kawy czy pastylek kofeinowych… aby rozłożyć kofeinę, organizm zużywa wodę. Kofeina jest również moczopędna .
- Nie rozbieramy zupełnie ubrań, gdy jest nam gorąco, ale zostawiamy zawsze jakieś wierzchnie okrycie, by przestrzeń między ciałem a koszulą była wilgotna i by wiatr jej nadmiernie nie wysuszał.
- Nosimy jasne ubrania odbijające światło słoneczne.
- Jeśli mamy koc termiczny, osłaniamy ciało przed słońcem
- Nosimy na twarzy chustę lub maseczkę, by na powrót wchłaniać wodę, którą wydychaliśmy w postaci pary, a która częściowo zatrzymała się na chuście.
- Oddychamy nosem.
- Unikamy ciepłych obszarów i słońca.
- Unikamy aktywności w gorącej porze dnia.
- Unikamy wysiłku fizycznego.
- Jeśli mamy wodę, pijemy ją małymi porcjami… co kwadrans kilka łyków.
Szukamy wody
Jeśli zostaliśmy z pustymi rękami – pierwszym naszym działaniem powinno być zapewnienie sobie komfortu termicznego i znalezienie jakiegoś schronienia; mówiliśmy o tym w poprzednich artykułach, ale warto to powtórzyć. Jeśli teren na którym przebywamy jest bezpieczny, kolejnym naszym krokiem powinno być znalezienie jedzenia i picia. Jedzenie – jak mówiłem – może poczekać, ale picie nie… ono więc powinno być naszym priorytetem. Na niewiele się jednak może zdać poszukiwanie wody z gołymi rękami – chyba, że w okolicy znajdują się naturalne źródła. W pierwszym więc rzędzie musimy zaopatrzyć się w jakieś narzędzia i naczynia.
Wstydem naszej cywilizacji są zalegające wszędzie śmieci… nawet w lasach. Dla nas jednak, będzie to błogosławieństwem. Jak mówiłem we wcześniejszych artykułach, w terenie najwięcej śmieci znajduje się na poboczach dróg. To właśnie tam możemy znaleźć naczynia na wodę i narzędzia do jej uzdatnienia. Czego potrzebujemy? Przede wszystkim butelek po napojach, w których nie tylko będziemy mogli wodę przechowywać, ale i zagotować, zrobić z nich prosty filtr czy destylarkę (uwaga na butelki z moczem, bo tych będzie najwięcej). Kolejne naczynia, to puszki po napojach czy piwie i puszki po konserwach. Przy okazji znajdą się pewnie jakieś reklamówki – czy to puste, czy ze śmieciami, więc z transportem nie będzie problemu. Zabieramy też szklane butelki z białego szkła, aby mieć nie tylko naczynia na wodę, ale i soczewkę do rozpalenia ognia. W środowisku miejskim, wszystko to znajdziemy oczywiście w śmietnikach.
W środowisku miejskim – w warunkach zbliżonych do normalnych (poza katastrofą naturalną, humanitarną czy bombardowaniem), wodę zdatną do picia można znaleźć praktycznie na każdym kroku; w sklepach, urzędach, aptekach, barach, ośrodkach pomocy, toaletach, poidełkach miejskich, kranach przy budynkach, kranach w budynkach, ujęciach wody głębinowej czy na cmentarzach (przypominam, że na cmentarzach możemy też znaleźć zapałki, zapalniczki i paliwo w postaci wkładów do zniczy). W środowisku zaś naturalnym, wody trzeba poszukać, a następnie ją uzdatnić, aby nadawała się do spożycia.
Sygnały, że woda znajduje się gdzieś w okolicy, to między innymi:
- Ukształtowanie terenu; teren położony niżej, dolina, wąwóz, żleb.
- Koryta wyschniętych rzek czy strumieni – im głębsze koryto, tym lepiej – zwłaszcza w zakolach.
- Wyspy zieleni w terenie zieleni pozbawionym.
- Rośliny wodne wyróżniające się spośród pozostałej roślinności otoczenia.
- Wzmożone występowanie muszek i komarów.
Źródła

Mając puszki po konserwach i butelki możemy zacząć szukać wody. Najprostszym sposobem pozyskania w miarę czystej wody, jest poszukiwanie naturalnych źródeł. W górach będzie to dość proste, choć męczące, bo gdy znajdziemy strumień trzeba iść pod górę… nie pijemy bowiem wody bezpośrednio z górskiego strumienia, bo po drodze ktoś lub coś mogło ją zanieczyścić… idziemy do źródła (chyba, że strumień płynie wśród mchów… działają jak filtr… można się też przejść paręset metrów w górę strumienia i sprawdzić, czy coś niepokojącego w nim nie leży). Woda wypływa czasami ze skał, więc i na to trzeba zwracać uwagę.
W terenie nizinnym znalezienie źródła będzie trudniejsze, choć nie koniecznie. W pierwszym rzędzie – zarówno w górach, jak i w terenie nizinnym – staramy się znaleźć jakiś ciek wodny; rzeczkę, strumień czy zwyczajną rzekę. Każda rzeka – zanim osiągnie swoje rozmiary – zbiera po drodze tysiące wód, które do niej dołączają. I takich właśnie wód będziemy szukać. Jeśli na naszej drodze napotkamy jakiś ciek, a teren nie jest rolniczy i nie widzimy w okolicy zakładów przemysłowych, podążamy wzdłuż strumienia i wypatrujemy cienkich strużek, które do niego dołączają (najlepsze są nieco wysokie brzegi, bo wtedy takie dopływy są dobrze widoczne). Jeśli coś takiego zauważymy, oczyszczamy wokół teren, kopiemy w okolicy źródełka dołek – tworząc basenik i czekamy, aż woda w nim się oczyści. Nabieramy potem wody do naszej butelki czy innego naczynia i pijemy, bo woda z takiego ujęcia nadaje się do bezpośredniego spożycia.
