You are currently viewing Katastrofa promu rzecznego lub na jeziorze cz. 1

Katastrofa promu rzecznego lub na jeziorze cz. 1

Wielu z nas pływa promami… niektórzy nawet codziennie. To bardzo ciekawe urozmaicenie naszej pracy. Gdy ciężarówka zostanie ustawiona na dziobie i górnym, odkrytym pokładzie, mamy wrażenie, że płyniemy ciężarówką po morzu czy jeziorze… przy wysokiej fali, niezapomniane przeżycie.

Tyle sentymenty… czas odwrócić ten medal. Przeprawy przez zbiorniki wodne, niosą również pewne zagrożenia; złe warunki pogodowe, kolizje statków, awaria, pożar, błąd człowieka, zamach terrorystyczny itp. Tak jak na drodze, tak i na wodzie pewnych zdarzeń nie można przewidzieć i nie można ich uniknąć… taki los. Ale… wcale nie musimy być jego ofiarami – wystarczy być gotowym na wszystko.

W artykułach zamieszczonych w kategorii „NIEBEZPIECZNE TRASY” dość szczegółowo jest omówione, co to znaczy być gotowym na wszystko. W tym skupimy się na konkretnym temacie; katastrofa na wodzie. Przedstawiając niektóre działania, odwoływał się będę do sprzętu o którym dowiemy się więcej we wspomnianych wyżej artykułach, jednak ufam, że i tutaj wszystko będzie czytelne i zrozumiałe… w razie wątpliwości, wystarczy zerknąć do artykułów z wymienionej kategorii.

Zacznę od promów małych – pływających po rzekach, kanałach i jeziorach. Pływając takimi promami, zazwyczaj pozostajemy w kabinie i podziwiamy krajobrazy. Są to zwykle nieduże promy i podróż nimi trwa krótko. Małe jednak promy częściej ulegają awariom i katastrofom – zwłaszcza w krajach, gdzie przepisy, ich przestrzeganie i poziom bezpieczeństwa pozostawiają wiele do życzenia.

W sytuacji zagrożenia katastrofą, załoga będzie wydawać wiele poleceń. Gdy zdarzenie będzie miało miejsce w Polsce, zrozumiemy polecenia obsługi; gdy będziemy za granicą, może być z tym problem. W takiej sytuacji najlepiej patrzeć na to, co robią inni pasażerowie… nawet, gdy wszyscy skaczą do wody, choć wszystko wydaje się być w porządku. Może się bowiem okazać, że za chwilę na pokładzie wybuchnie bomba czy dojdzie do skażenia chemicznego i będzie po nas.

Jeśli istnieje ryzyko zatonięcia promu, załoga wyda wszystkim kamizelki ratunkowe (jeśli będzie na to czas) i wyrzuci kapsuły z tratwami ratunkowymi. Gdy w czasie wystąpienia zagrożenia przebywamy w kabinie – ubieramy naszą „kamizelkę przetrwania”, zabieramy nasz „plecak ewakuacyjny” (o kamizelce i plecaku więcej w kategorii „NIEBEZPIECZNE TRASY” https://abbamobile.pl/niebezpieczne-trasy-plecak-ewakuacyjny-cz-2/ ) i ustawiamy się w kolejce po kapok lub robimy to, co inni… skaczemy do wody. Gdy załoga przygotowała tratwy ratunkowe, pakujemy się do jednej z nich. Gdy nie ma dla nas miejsca albo z jakiegoś powodu tratw nie ma, musimy sobie radzić sami.

Gdy znajdziemy się w wodzie wraz z wielu innymi pasażerami, musimy – niestety – zadbać o swoje bezpieczeństwo, bo będą nam zagrażać nie tylko żywioły, ale i tonący ludzie. Wielu bowiem ludzi skacze w panice do wody, a dopiero potem przypominają sobie, że nie umieją pływać… z drugiej strony – nie mają wyboru. Gdy mają na sobie kapoki (inaczej; pas ratunkowy, kamizelka ratunkowa), po chwili się uspokoją, ale gdy nie będą ich mieć, będą szukać jakiejś deski ratunku. Gdy nas zobaczą, niechybnie się nas uczepią, a nawet będą się starać wejść nam na głowę. Gdy dobrze pływamy, a do brzegu jest niedaleko, możemy kogoś spokojnego tam doholować, ale gdy tonący będzie nam zagrażał, musimy niestety się od niego uwolnić, bo inaczej utoniemy razem.

Podczas przeprawy przez rzekę czy kanał, do brzegu jest niedaleko, więc w miarę szybko do niego dopłyniemy – nawet w lodowatej wodzie… bez obaw, w silnym stresie nawet nie poczujemy, że woda jest zimna – liczyć się będzie tylko jak najszybsze dotarcie do brzegu. Gorzej sprawa wygląda, gdy do tragedii dojdzie na jeziorze w chłodnej porze roku, kiedy to temperatura wody spada poniżej 10 stopni Celsjusza. Gdy do brzegu będzie parę kilometrów, szansa na dopłynięcie tam w ubraniu i zimnej wodzie jest minimalna. Jeśli mamy na sobie kapok, nie grozi nam utonięcie… naszym wrogiem będzie wówczas hipotermia (woda odbiera nam ciepło ponad dwadzieścia razy szybciej niż powietrze). Gdy należymy do ludzi otyłych, w zimnej wodzie wytrzymamy dłużej; gdy jesteśmy szczupli, po kilku, kilkunastu minutach stracimy przytomność i w końcu umrzemy z wyziębienia… jest raczej mało prawdopodobne, aby w tak krótkim czasie przybyły i odnalazły nas ekipy ratunkowe… liczyć można jedynie na przypadkowo przepływające obok jednostki. Sytuację ratuje oczywiście ciepłe ubranie, ale cyrkulacja wody i tak zrobi swoje. W takiej sytuacji w pierwszym rzędzie zaciskamy mocno kołnierz kurtki na szyi. Jeśli mamy szalik, mocno go sobie obwiązujemy wokół szyi na kołnierzu. Zaciskamy też mocno dół kurtki na nogach czy biodrach… można wyjąć pasek od spodni i opasać się nim mocno na biodrach czy dole kurtki, aby nie pozwolić wodzie na swobodną cyrkulację (jeśli na pasku nosimy telefon, saszetkę, multitool – uważamy, aby tego nie zgubić).

Wspominałem wcześniej, aby w chwili wystąpienia zagrożenia ubrać kamizelkę przetrwania. Na to niestety może nie być czasu, więc sugeruję, aby kamizelkę ubierać zawsze, gdy wjeżdżamy na prom. Kiedy zaś na promie opuszczamy auto, aby się udać do pomieszczeń przeznaczonych dla pasażerów, zabieramy ze sobą nasz plecak ewakuacyjny. W sytuacji awaryjnej, nasza kamizelka i nasz plecak pozwolą nam przetrwać kilka godzin w nawet najbardziej niesprzyjających warunkach – czy to w wodzie, czy na lądzie, gdy z wody już się wydostaniemy.