Podróżowanie w trudnych czasach

I jeszcze kilka słów w temacie auta ewakuacyjnego. Aby bezpiecznie podróżować w trudnych czasach i dotrzeć do wyznaczonego celu podróży, warto stosować sprawdzone rozwiązania i przestrzegać kilku ważnych zasad. Oto niektóre z nich.
- Gdy w kraju wprowadzono stan epidemii, klęski żywiołowej, wyjątkowy, wojenny itp. i obowiązują jakieś obostrzenia czy godzina policyjna – stosujemy się do wymogów obowiązującego prawa i nakazów. Trzeba pamiętać, że w niektórych sytuacjach, na podróżowanie może być potrzebna przepustka. Pamiętamy też o dokumentach, które mogą potwierdzić naszą tożsamość.
- Jeśli w kraju dochodzi do aktów sabotażu lub jakieś państwo nas atakuje – planując trasę ewakuacyjną, staramy się unikać terenu na którym znajdują się obiekty strategiczne. Do takich obiektów można zaliczyć; jednostki wojskowe, elektrownie, stacje transformatorowe, stacje przekaźnikowe telekomunikacji i łączności, magazyny paliw, gazownie, rafinerie, fabryki i zakłady zbrojeniowe, huty, zapory, porty, ważne urzędy administracji państwowej itp.
- Na punktach kontrolnych pytamy służby o aktualny stan bezpieczeństwa na trasie przejazdu i o utrudnienia – aby posiadać aktualną wiedzę o sytuacji na danym obszarze… nie o wszystkim dowiemy się z radia, Internetu, czy pocztą pantoflową. Wiele ponadto środków przekazu może nie działać.
- Zachowujemy rezerwę w wymianie informacji z innymi podróżnymi spotkanymi po drodze… przestrzegamy zasady ograniczonego zaufania.
- Weryfikujemy informacje pojawiające się w mediach społecznościowych… nie brakuje w nich fake newsów, teorii spiskowych i celowej dezinformacji i manipulacji.
- Przez cały czas podróży mamy włączony telefon (z wyjątkiem sytuacji, gdy trzeba oszczędzać baterię)… sieć komórkowa może nie działać, ale mogą docierać komunikaty RCB (Rządowe Centrum Bezpieczeństwa). Włączone mamy też CB-radio na kanale 19 (kanał drogowy), a o pełnych godzinach słuchamy wiadomości radiowych.
- W widocznym miejscu w samochodzie trzymamy kartkę z informacjami na temat rodzaju stosowanych alarmów i znaków ostrzegawczych, m.in.: Syrena; dźwięk modulowany, trwający 3min – ogłoszenie alarmu. Syrena; dźwięk ciągły, trwający 3min – odwołanie alarmu itp. Na kartce zapisujemy też numery kanałów CB i częstotliwości używane w Polsce i za granicą (w języku polskim). I tak: Kanał 2 (26,970 MHz), obsługuje taksówki; Kanał 9 (27,060 MHz), kanał ratunkowy na którym wzywamy pomocy; Kanał 19 (27,180 MHz), kanał drogowy, używany przez kierowców do wymiany informacji na drogach; Kanał 28 (27,280 MHz), kanał ogólny, wywoławczy. Na kanale 28 Polacy rozmawiają również za granicą, w całej Europie (kanał polonijny).
- W widocznym miejscu trzymamy mapę samochodową i busolę lub kompas… pamiętajmy, że wewnątrz samochodu i przy metalowych przedmiotach, wskazania busoli i kompasu nie będą prawidłowe. Należy się przygotować na zakłócanie lub zablokowanie działania nawigacji satelitarnej, dlatego małżonka i dzieci powinni znać zasady nawigacji z wykorzystaniem mapy i kompasu.
- Gdy przejeżdżamy przez obszary zadymione, włączamy obieg wewnętrzny wentylacji i wyłączamy wentylator… robimy to oczywiście zanim w taki obszar wjedziemy. Jeśli jednak płonie fabryka, lepiej w obszar zadymiony nie wjeżdżać i objechać obiekt od strony, z której wieje wiatr… służby mundurowe powinny taki objazd wskazać (chyba, że jeszcze nie dotarły, albo takich płonących obiektów jest więcej).
- Staramy się podróżować za dnia i głównymi drogami. Jeśli kraj ogarnięty jest anarchią i nigdzie nie możemy się czuć bezpieczni, staramy się jechać bez przerwy – unikając parkingów (pod ręką mamy pastylki kofeinowe, energetyki, snusy energetyczne lub kawę pod różnymi postaciami, więc trzeba z tego korzystać. Jeśli mama pali, a nie można się zatrzymać na papierosa, zaś palenie przy dzieciach nie wchodzi w rachubę, można korzystać z gumy nikotynowej lub snusów). Jeśli zaś koniecznie musimy się gdzieś zatrzymać – na postój wybieramy duże parkingi, na których jest wielu podróżnych… nie wjeżdżamy na słabo oświetlony i opustoszały parking po zmroku czy opustoszały parking za dnia. Jeśli odpoczywamy na parkingu często uczęszczanym, ale widzimy, że wokół kręcą się dziwni ludzie, natychmiast taki parking opuszczamy.
- Jeśli trzeba odpoczywać z włączonym silnikiem (chłodne dni i noce), ustawiamy samochód przodem do wiatru lub bokiem do wiatru (nigdy tyłem do wiatru, bo spaliny z rury wydechowej będą się dostawać do wnętrza pojazdu i nas truć). Jeśli odpoczywamy w ciepłej porze roku, ustawiamy samochód bokiem do wiatru i lekko uchylamy okna po jednej i drugiej stronie auta, aby przez wnętrze przepływało powietrze. Uchylamy tylko niewielkie szpary, aby uniemożliwić obcej osobie włożyć rękę do środka. Jeśli samochód wyposażony jest w wentylację postojową, zamykamy wszystkie okna i włączamy taką wentylację. Gdy dzień jest słoneczny, otwieramy oczywiście okna na maksa… stojąc bokiem do wiatru, temperatura wewnątrz powinna być znośna. Gdy jest zbyt niebezpiecznie, a mamy dość paliwa włączamy silnik i klimatyzację, a okna zamykamy. Warto zaopatrzyć się w wewnętrzne zasłonki, aby nikt z zewnątrz nie widział kto w aucie przebywa. Jest to o tyle ważne, że gdy intruz widzi, kto w aucie śpi i czy śpi, może przez szparę włożyć zwykły kawałek drutu i za jego pomocą pociągnąć za klamkę, otworzyć drzwi i dokonać napadu, albo rabunku… zwłaszcza, gdy widzi samotną kobietę z dziećmi (nie trzymamy cennych rzeczy czy torebki na wierzchu). Podczas odpoczynku w dzień, warto położyć sobie na oczy czarną szmatkę lub założyć klapki do spania czy okulary przeciwsłoneczne, aby pobudzić mózg do odpoczynku… albo inaczej; wyciszyć go.
- Gdy z jakiegoś powodu nie możemy jechać głównymi drogami – noce najlepiej spędzać gdzieś w ustronnym miejscu, gdyż podróżowanie po zmroku słabo uczęszczanymi i nieznanymi drogami w trudnych czasach jest bardzo ryzykowne – łatwo jest paść ofiarą napadu na drodze. Jeśli wynajęcie pokoju w jakimś hotelu, pensjonacie czy zajeździe nie wchodzi w grę, trzeba się przespać w aucie. Ustronne miejsce na nocleg w samochodzie, najlepiej znaleźć w okolicy strzeżonych placówek administracji publicznej (policja, sądy), czy zakładów pracy z monitoringiem i ochroną (można dać dozorcy parę złotych i poprosić o pozwolenie na przespanie się na parkingu zakładowym w sąsiedztwie portierni) lub na parkingach przy domach kultury, czy działających centrach handlowych. Jeśli z jakiegoś powodu nie chcemy wjeżdżać do miast i miasteczek, można spróbować gdzieś u gospodarza na wsi. Jest to oczywiście ryzykowne, bo nie wiemy na kogo trafimy. Opcją ostateczną jest nocowanie w polu kukurydzy, za stertami słomy na polu czy w lesie. Takiego jednak miejsca należy szukać gdy jeszcze jest jasno i gdy się je znajdzie, odjechać, by po zmroku wrócić na nocleg (jeśli oczywiście mamy na to czas). Wjeżdżając zaś w takie miejsce najlepiej wyłączyć lub zakleić światła, aby nikt przypadkowo nie zobaczył, że tam wjeżdżamy (pamiętajmy, że naciśnięcie hamulca włącza automatycznie światła stopu). Trzeba oczywiście tak stanąć, aby samochód był niewidoczny z drogi. Parkując auto w takim miejscu, ustawiamy je tak, aby można było w każdej chwili włączyć silnik i odjechać – czy to do przodu, czy do tyłu… nie wolno stawać w takim miejscu, by ktoś swoim autem uniemożliwił nam wyjazd.
- Wjeżdżając w trudny teren, musimy rozważyć, czy po zmianie warunków pogodowych z niego wyjedziemy. Może być bowiem tak, że gdy w nocy spadnie deszcz albo śnieg, a nawet zejdzie rosa – możemy z trudnego terenu nie wyjechać lub pod jakieś wzniesienie nie wjechać. Jakimś wyjściem może być oczywiście założenie na koła napędowe opasek przeciwpoślizgowych, ale gdy zawiśniemy na przykład na grzbiecie koleiny, może być to bardzo trudne. Dlaczego mówię o koleinach na polnych drogach? Dlatego, że takie koleiny łatwo pokonywać – jadąc po ich grzbietach… ale tylko wówczas, gdy jest sucho. Gdy zaś zejdzie rosa lub spadnie deszcz i grzbiety kolein zrobią się śliskie, koła łatwo mogą się ześlizgnąć i wpaść do koleiny, a to grozi zawiśnięciem podwoziem na jej grzbiecie. Pokonanie wówczas takiej drogi może być ponad nasze siły. Jeśli jest to tylko kałuża, można usunąć z niej wodę (naczyń w aucie mamy sporo, a dzieci niech się bawią), podnieść auto na podnośniku i podłożyć pod koła kamienie, gałęzie, deski, czy wieziony w bagażniku trap. Jeśli koleina jest głęboka, podnosimy auto na dwie, trzy raty tzn.; podnosimy auto, podkładamy pod koła kamienie, deski, gałęzie itp., po czym opuszczamy na nie koła i pod lewarek podkładamy kamienie, deski, gałęzie itp. i znów podnosimy, aż zasypiemy koleinę. Jeśli w pobliżu nie ma nic oprócz ziemi, czy piachu – wyciągamy saperkę, podnosimy auto i likwidujemy saperką grzbiet koleiny – zasypując dziurę. Pamiętajmy, aby ubijać ziemię w koleinie… kamieniem, toporkiem, czym się da, abyśmy nie musieli operacji powtarzać, gdy znów się zakopiemy. Koniecznie też trzeba zwrócić uwagę na podłoże, na którym stoją koła po przeciwnej stronie. Gdy stoją na trawie czy miękkim, sypkim lub błotnistym podłożu – podczas podnoszenia jednej strony, koła po przeciwnej stronie mogą się poślizgnąć i auto spadnie nam z lewarka, co może być dla nas niebezpieczne lub uszkodzić lewarek. Aby temu zapobiec, wbijamy z boku kół jakieś kliny czy kawałki gałęzi, aby je zablokować. Roboty sporo, ale gdy znikąd nie ma pomocy, jest to jedyna opcja. Jeśli zaś nie możemy podjechać pod jakieś wzniesienie – po założeniu na koła napędowe opasek, łańcuchów czy obwiązaniu ich linką holowniczą, staramy się maksymalnie je dociążyć – odciążając jednocześnie pozostałe. Bagaż można z auta wynieść. Można również polecić dzieciom, aby wysiadły. Jeśli zaś to niemożliwe, aby wszystkie usiadły tam, gdzie znajdują się koła napędowe. Jeśli auto ma napęd na koła przednie, można spróbować podjechać pod wzniesienie tyłem. Może się też zdarzyć, że na naszej drodze natkniemy się na rozlewisko spowodowane przez powódź czy bród na niewielkiej rzece. Jeśli woda jest płytka, a podłoże twarde (kamienie, płyty betonowe czy asfalt), można powoli takie rozlewisko czy bród pokonać. Jeśli jednak podłoże jest zwyczajną polną drogą, albo bród na rzece jest nieutwardzony i piaszczysty – przejazd zwyczajnym samochodem osobowym może być bardzo ryzykowny… koła szybko zaczną się ślizgać i utkniemy w wodzie… w wodzie, z której bez wyciągarki czy pomocy z zewnątrz nie wyjedziemy. Takie niewielkie rozlewisko czy bród możemy pokonać jedynie impetem… i to sporym impetem. I choć jest to bardzo ryzykowne – gdy nie ma innej opcji, a na miejscu grozi nam poważne niebezpieczeństwo (pożar lasu, fala powodziowa, ścigający nas bandyci itp.), musimy to ryzyko podjąć. Aby więc takie kilkumetrowe rozlewisko czy bród pokonać, należy mocno rozpędzić samochód i na niskim biegu, i pełnym gazie wjechać w wodę. Pamiętamy, aby trzymać mocno kierownicę i nie spuszczać nogi z gazu, aż z wody nie wyjedziemy. Jeśli auto ma napęd na cztery koła, włączamy oczywiście tę opcję.

Sposobów radzenia sobie w podobnych sytuacjach jest oczywiście więcej, więc warto się w tym zakresie trochę podszkolić, bo taka wiedza może się kiedyś okazać zbawienna. W czasie pisania tego opracowania, na Facebooku prężnie działa grupa wsparcia dla kierowców, którzy wpadli w kłopoty na drodze i poza nią. Członkowie grupy świadczą sobie wzajemnie nieodpłatną pomoc. Jeśli kiedyś znajdziemy się w tarapatach, a Internet będzie funkcjonować, zawsze ktoś przyjdzie nam z pomocą. Grupa nazywa się; WKLEJKA4X4. https://www.facebook.com/WKLEJKA4X4?__tn__=%3C
