Scenariusz drugi. W tym scenariuszu omówimy sposoby radzenia sobie w wodzie z wykorzystaniem wyposażenia, które nosimy jedynie w kamizelce przetrwania… wpadliśmy bowiem do wody bez kapoka i bez plecaka ewakuacyjnego w samym ubraniu i jest ciemno, i zimno. Położenie jest dość trudne… ale nie beznadziejne.
Pierwszym naszym działaniem w takiej sytuacji jest zapewnienie sobie pływalności dodatniej, by nie trudzić się zbytnio utrzymywaniem głowy nad wodą i nie utonąć, gdy z powodu hipotermii stracimy przytomność… nawet, gdy się to stanie, istnieje szansa, że ktoś nas dojrzy, wyłowi i odratuje.

Jak zwykle w ciemnościach, najpierw sięgamy po latarkę czołową (mamy ją w kamizelce) i zakładamy ją na głowę. Za pasek latarki wkładamy uaktywnione światło chemiczne białe i czerwone – po pierwsze, by mieć światło, a po drugie, by wskazać służbom ratunkowym swoją pozycję (gdy nie mamy latarki czołowej, wyciągamy z kamizelki taśmę naprawczą i owijając ją wokół głowy przyklejamy laski ze światłem chemicznym). Na wyposażeniu kamizelki, mamy dwie składane butelki na wodę i kilka woreczków strunowych. Butelki pompujemy powietrzem, zakładamy na nie uchwyty do ich noszenia, podczepiamy uchwyty do szlufek od spodni i wkładamy pod kurtkę z przodu na piersiach (dnem do góry). Podobnie robimy z woreczkami strunowymi. Pompujemy je powietrzem, zamykamy i wkładamy pod kurtkę z tyłu na plecach i z przodu na piersiach (więcej na piersiach, aby, gdy stracimy przytomność, głowa opadła do tyłu, a twarz wystawała nad wodę).
Gdy wykonaliśmy prowizoryczny kapok, wyciągamy z kamizelki przetrwania nasz „jedwabny worek” na tratwę i go rozkładamy. Następnie wyciągamy śpiwór termiczny i wkładamy go do worka na tratwę. Pompujemy śpiwór termiczny do połowy jego pojemności, szczelnie zawiązujemy i wkładamy do worka jedwabnego tak daleko, aby wypchnąć znajdującą się w nim wodę. Worek jedwabny zaciskamy na śpiworze i mocno zawiązujemy… i tratwa gotowa.
Po wsunięciu się na tratwę, wyciągamy z kamizelki koc ratunkowy (folię NRC) i okrywamy się nim dookoła. Czekając na ratunek, można wyjąć telefon i jeśli działa, zadzwonić po pomoc. Jeśli w kraju, w którym przebywamy są działania wojenne, a prom został zniszczony celowo, z łącznością może być różnie… podobnie z pomocą na którą czekamy. W oczekiwaniu na pomoc można więcej uwagi poświęcić ochronie przed zimnem (zakładamy rękawiczki, które mamy w kamizelce, chowamy kończyny pod siebie lub trzymamy je blisko ciała). Co chwila też wypatrujemy służb ratunkowych i jeśli coś zauważymy, sygnalizujemy swoją obecność i położenie (latarka, gwizdek, petarda, raca dymna w dzień itp.). Gdy wstanie dzień, a my nadal jesteśmy na tratwie i żyjemy, ale znikąd nie nadchodzi pomoc, można spróbować zlokalizować najbliższy brzeg i jeśli nie ma przeciwnego wiatru, spróbować do niego dopłynąć.

Scenariusz trzeci. Ten scenariusz jest ostatnim, który daje nadzieję, że katastrofę przeżyjemy bez natychmiastowej pomocy. Jak poprzednio, wpadliśmy do wody w samym ubraniu. Mamy wprawdzie na sobie naszą kamizelkę przetrwania, ale nie mamy jedwabnego worka na tratwę. Jeśli nasz śpiwór termiczny nie jest najlepszej klasy i nigdy nie próbowaliśmy go pompować i się na nim kłaść, jest raczej mało prawdopodobne, by nasze 100kg wagi wytrzymał (przypominam, że mamy na sobie mokre ubrania). Nie ma więc sensu robić z niego tratwy. Można go jednak wykorzystać w tradycyjny sposób, to znaczy; schować się do niego w wodzie. Nie zadziała to tak dobrze jak na lądzie, jednakże coś pomoże. Ale po kolei.

Jak w poprzednich scenariuszach – najpierw zapewniamy sobie widoczność; widoczność dla nas i służb poszukiwawczych. Gdy mamy na głowie oświetlenie elektryczne i chemiczne, załatwiamy sprawę pływalności dodatniej; z butelek i woreczków strunowych robimy pływaki i wkładamy je pod kurtkę czy kamizelkę, po czym dokładnie uszczelniamy kołnierz, aby nie było niepotrzebnej cyrkulacji wody, która będzie szybko wychładzać nasze ciało. Gdy dzięki pływakom unosimy głowę swobodnie nad wodą, wyciągamy nasz śpiwór termiczny i ostrożnie zakładamy go na siebie – od stóp poczynając do głów – całkowicie się w nim chowając… uwaga na buty, aby nie rozerwać nimi śpiwora. Zanim schowamy ręce, wypychamy ze śpiwora nadmiar wody i przekładamy nasze światła, aby były na śpiworze (którym przykrywamy głowę) i były widoczne z daleka. Schowani całkowicie w śpiworze, przybieramy pozycję pionową i szczelnie zaciskamy koniec śpiwora na szyi i twarzy, aby nie dopuścić do nadmiernego wychładzania górnej części naszego ciała. Nogi splatamy razem, ręce dociskamy do ciała i czekamy na ratunek. W położeniu bowiem, w jakim się znaleźliśmy, nic więcej zrobić nie możemy… poza oczywiście modlitwą o szybką pomoc.
