You are currently viewing WYCIECZKI KRAJOZNAWCZE cz. 3

WYCIECZKI KRAJOZNAWCZE cz. 3

Ubranie na wycieczkę

W co się ubrać? Jeśli mamy gorącą porę roku i zamierzamy zrobić krótką wycieczkę gdzieś niedaleko, można ograniczyć się do krótkich spodenek, letniej koszulki i tenisówek. Jeśli jednak wycieczka ma być całodniowa, „bliżej nieokreślonymi ścieżkami”, ubieramy długie spodnie (ciągle mówimy o letniej porze) dobre buty i zabieramy do plecaka jakieś ciepłe okrycie (polar lub lekka kurtka), a na dłuższe wędrówki dodatkowa para skarpet (najlepiej wełnianych). Dlaczego w upalny dzień zabieramy ciepłe ubrania? Po pierwsze dlatego, że możemy wracać wieczorem, kiedy temperatura spadnie o kilkanaście stopni i możemy zmarznąć, a po drugie, może się tak zdarzyć, że będziemy musieli przejść przez trudny teren porośnięty gęstą roślinnością, a wówczas poranimy lub poparzymy sobie nogi (nie daj Bóg, abyśmy trafili na Barszcz Sosnowskiego, silnie trującą roślinę).

O sposobie ubierania się w chłodniejszych porach roku nikogo nie trzeba pouczać, jednak należy pamiętać, że wówczas naszym śmiertelnym wrogiem może być niska temperatura, opady i wiatr… zwłaszcza w górach, gdzie do załamania pogody dochodzi szybko i często… i zbiera śmiertelne żniwo.

Po co nam to wszystko?!

Dlaczego zachęcam aby na zwyczajną wycieczkę zabierać ze sobą jakieś scyzoryki, jakieś koce ratownicze i tym podobne gadżety? Pewnie rację mają ci, którzy powiedzą, że zwiedzili kawał świata i nigdy nic podobnego nie było im potrzebne. Pewnie i nam nic takiego nigdy nie będzie potrzebne… czego sobie i Wam z serca życzę. Ale… gdy podobny tok myślenia zastosujemy wobec wyposażenia naszego auta; po co nam koło zapasowe, lewarek; po co nam klucze, po co nam apteczka samochodowa – zaczniemy protestować mimo, że nigdy nie złapaliśmy gumy, a apteczka od lat leży gdzieś zakurzona.

Starsi kierowcy wożą ze sobą w trasę własny zestaw narzędzi – mimo, że wystarczy sięgnąć po telefon i pomoc drogowa zjawi się natychmiast. Wozimy to wszystko ze sobą, bo może nam się przytrafić okoliczność, gdy takie wyposażenie uratuje naszą kieszeń, albo i życie… nam, lub komuś, kogo na swej drodze spotkamy. Ja również wożę z sobą zestaw przeróżnych narzędzi i wiem z doświadczenia, że średnio raz w miesiącu ich używam, lub użyczam innym kolegom, którzy tego potrzebują. Zarówno bowiem w drodze, jak i na wycieczce wszystko może się zdarzyć. Nie raz zdarzało mi się wracać z wycieczki, czy z kościoła późnym wieczorem, doszczętnie przemoczony i zmarznięty. Nie raz przemierzałem trudny teren, aby się z parkingu wydostać i dostać do miasta (nawet na zakupy), a potem, gdy diametralnie zmieniła się pogoda wrócić z powrotem – przedzierając się po zmroku przez chaszcze. Jeśli ciekawi jesteśmy świata i operujemy na obcym terenie, takie sytuacje są nieuniknione. Można oczywiście przesiedzieć weekend w aucie przed komputerem czy telewizorem, albo przegadać z kolegami na parkingu, ale jeśli chcemy zwiedzić i poznać świat, trzeba być przygotowanym na niespodzianki… swoją drogą będzie co opowiadać dzieciom, albo wnukom.

Przedstawię teraz kilka przykładów – do czego może nam się przydać nasz wycieczkowy sprzęt. Zacznijmy od mapy, bo to ona przede wszystkim pozwala nam w miarę bezpiecznie i efektywnie podróżować. Dlaczego powinniśmy mieć oprócz mapy elektronicznej również papierową? Przede wszystkim dlatego, że elektronika jest zawodna – zwłaszcza w ekstremalnych warunkach pogodowych (zarówno wysoka, jak i niska temperatura ogranicza żywotność baterii, zaś niska temperatura może zakłócić działanie wyświetlacza telefonu). Może nam się zepsuć telefon (wystarczy, że nieopodal uderzy piorun), lub wyładować bateria (stąd celowe jest zabieranie ze sobą powerbanku, który wraz z telefonem trzymamy zimą w wewnętrznej kieszeni blisko ciała, aby mróz nie obniżył ich sprawności). Telefon i nawigację elektroniczną możemy też utracić w inny sposób… gdy na przykład stanie przed nami kilku oprychów mówiąc; „wyskakuj z telefonu i portfela!”. Mapy – choć ją zobaczą – nam nie zabiorą, więc jeśli spotkanie przeżyjemy, będziemy wiedzieli jak wrócić do domu. Wielu ludzi trzyma telefon w tylnej kieszeni spodni, lub saszetce, czy nerce na biodrach. Dla przeciętnego rabusia wyciągnięcie go, lub wyrwanie, czy odcięcie saszetki (poza taką zakładaną na pasek od spodni), nie stanowi żadnego problemu, a trzeba się z tym liczyć, że gdy będziemy go gonić, „ktoś” podłoży nam nogę… oni też wiedzą, że dwa, to jeden, a jeden, to zero, więc mają plan „B”. Jeśli będziemy polegać jedynie na mapie w telefonie – wraz z jego utratą lub awarią, możemy zupełnie stracić orientację w terenie… a do domu daleko.

Kolejny wątpliwy rekwizyt; koc termiczny (inaczej: koc ratowniczy, koc odblaskowy, folia odblaskowa, folia NRC). Po co nam to na wycieczce?! Ktoś zacznie szemrać. Nie narzekajmy, bo nie zajmuje więcej miejsca niż paczka papierosów, a – jak wskazuje nazwa – może uratować nasze zdrowie, a nawet życie. Wyobraźmy sobie, że wycieczka nam się przedłużyła i wracamy późnym wieczorem, czy nocą. Zerwał się wiatr i zaczął padać deszcz. Nasz polar zupełnie przemókł, a parasola nie zabraliśmy. Zrobiło się przeraźliwie zimno a przed nami jeszcze daleka droga powrotna. Mimo, że maszerujemy (może nawet biegniemy), jest nam coraz zimniej i choć może nie grozić nam hipotermia, to łatwo możemy się przeziębić i zachorować. Właśnie wtedy w sukurs przychodzi nam koc ratowniczy. Na środku wycinamy scyzorykiem okrągły otwór (okrągły, aby nie było ostrych krawędzi, bo nam się folia rozedrze dalej), przekładamy go przez głowę i robimy ponczo (pamiętajmy, że strona złota ma być wówczas na zewnątrz, zaś strona srebrna, która ciepło odbija, ma być skierowana w kierunku ciała). Paracordem z bransolety survivalowej (paracord, to mocna syntetyczna linka o długości 3-5 metrów spleciona w bransoletę) obwiązujemy się w pasie i możemy dalej podróżować w deszczu i zimnie. Uwaga! Ubrani, lub otuleni takim kocem nie chodzimy w czasie burzy po otwartej przestrzeni, gdyż koc zawiera spore ilości aluminium i możemy zostać porażeni przez piorun. Kocem można się oczywiście otulić w tradycyjny sposób, ale wówczas mamy zajęte ręce… trudno nam też założyć kamizelkę odblaskową (jeśli podróżujemy po zmroku). Gdy idziemy bezpieczną drogą, ręce są nam do marszu niepotrzebne, ale jeśli droga jest trudna, musimy je mieć wolne.

Inna historia, która choć mało prawdopodobna, również może się zdarzyć. Podróżujemy zimą w okolicach jakiegoś zbiornika wodnego. Zachciało nam się lub byliśmy zmuszeni wejść na lód, który się pod nami załamał albo też widzimy kogoś, kto wpadł do wody na skutek załamania się lodu (może dziecko, które jeździło na łyżwach… sam tego doświadczyłem w dzieciństwie). Jeśli jest w okolicy więcej osób, szybko udaje nam się z tego wyjść, lub udzielić komuś innemu pomocy – wykorzystując nasz koc, czy linkę paracord. Jeśli zaś zdani jesteśmy tylko na siebie i nikt nie okryje nas suchą, ciepłą kurtką, ani nie zadzwoni po pomoc, trzeba sobie radzić samemu. Gdy już wydostaliśmy się z wody (z pomocą naszego scyzoryka czy multitoola, który wbijamy w lód), robimy z naszego koca ratowniczego ponczo lub kombinezon, szczelnie obwiązujemy się paracordem i czym prędzej biegniemy do cywilizacji, lub swojego auta… nie robimy żadnych przerw na wykręcanie ubrania, ale czym prędzej biegniemy do ciepłego miejsca. Jeśli do auta lub do cywilizacji jest za daleko, rozpalamy ognisko, aby się ogrzać i wysuszyć. Zapobiegniemy w ten sposób hipotermii i śmierci z wychłodzenia. Link do filmu na temat radzenia sobie w takich sytuacjach https://youtu.be/XG44yyNjRGc?si=NK-RD7_ZcwbA_8n2

Koc termiczny może nas też uchronić przed udarem słonecznym; wtedy stronę srebrną kierujemy na słońce lub inne zagrażające nam źródło ciepła. Uwaga! Zwykły koc termiczny jest łatwopalny, więc nie wystawiamy go na bezpośrednie działanie otwartego ognia czy żaru. Podróżowanie po krajach południa Europy w upalne dni, może być tak samo ryzykowne, jak podróżowanie przez pustynię… czasami nie ma się gdzie przed słońcem schować. Przy okazji; rada dla zwiedzających miasta na południu Europy. Chodzimy po zacienionej stronie ulicy i blisko murów budynków. Przy murze temperatura jest niższa, a ponadto możemy złapać trochę cienia. Gdy widzimy, że nasze samopoczucie się pogarsza, nie ma cienia, a droga jeszcze daleka, warto wyciągnąć koc odblaskowy i zrobić sobie nad głową osłonę przed lejącym się z nieba żarem. Jeśli zaś chcemy odpocząć w terenie, osłonę można sobie zrobić – wykorzystując jakieś gałęzie i nasz paracord, aby odpowiednio zamocować koc i zrobić baldachim… srebrna strona w kierunku słońca.

Z koca termicznego można również zrobić śpiwór. Wystarczy złożyć jego dłuższe boki (strona srebrna do środka), po czym szarą taśmą (taśma naprawcza, Power Tape, Duct Tape) skleić dwa boki – dłuższy i krótszy – tak aby powstał długi wór i śpiwór gotowy. Sam kilka razy spałem w czymś takim pod gołym niebem, na deszczu i na mrozie… jest niezawodny. Podczas spania na deszczu i wietrze, bardzo pomocny jest parasol. Jeśli go mamy, można po wejściu do zrobionego z koca termicznego śpiwora, postawić sobie obok głowy otwarty parasol (śpiwór kierujemy tak, aby wiatr wiał od strony głowy). Deszcz będzie spływał po parasolu i po śpiworze, a my sucho i bezpiecznie prześpimy noc, lub przeczekamy do rana. Jeśli spodziewamy się zimnej nocy, do naszego – skleconego naprędce – śpiwora (czy zwykłego worka na śmieci), można powkładać liści lub trawy (zimą, wśród śniegu, suche liście możemy znaleźć na gałęziach drzew, zaś suchą trawę pod skałami czy powalonymi drzewami). Dla kierowców o zacięciu turystycznym polecam w ten sposób skleić sobie koc termiczny jeszcze przed wyjściem w teren (lub mieć kupiony i spakowany – dobrej jakości – śpiwór termiczny… przypomina mocny koc termiczny sklejony według naszego pomysłu), bo potem może być z tym problem (zwłaszcza na wietrze) nawet, jeśli będziemy mieli z sobą taśmę. Przy okazji; niewielką ilość taśmy naprawczej można nosić w plecaku w postaci zrobionego samemu rulona, lub zwyczajnie ściskając mały krążek i tworząc płaską elipsę zabezpieczoną gumką (warto wcześniej wyjąć tekturowy krążek na który taśma jest fabrycznie nawinięta), lub nawijając ją na różne elementy naszego wyposażenia… zajmuje niewiele miejsca, a może być bardzo przydatna.

Wracając do koca ratowniczego – sklejony koc ratowniczy, w każdej chwili możemy rozciąć w miejscu sklejenia – gdy będziemy chcieli użyć go w sposób tradycyjny. Jeśli nie mamy scyzoryka, taśmę można rozedrzeć; jest tak skonstruowana, że rozdziera się równo – zarówno wzdłuż, jak i wszerz… oczywiście ta dobra taśma, bo te gorszej jakości drą się jak chcą. Sklejony w ten sposób koc ratowniczy, może nam też posłużyć jako kombinezon. W sklejonej krótszej krawędzi wycinamy na taśmie szczelinę (około 30cm), przez którą przeciskamy głowę, zaś na wysokości łokci wycinamy szczeliny, przez które wkładamy i wyciągamy ręce (takie sobie kieszenie). Pamiętajmy, że zwykły koc termiczny to delikatna folia, która łatwo może nam się rozedrzeć, więc najpierw naklejamy w miejscu kieszeni kawałek taśmy, a potem wykonujemy na niej otwór (szczelinę). Jeśli nie mamy taśmy, staramy się wykonać okrągły otwór na ręce (koc nie rozedrze nam się dalej). Kolejne nacięcie wykonujemy z dołu do krocza (z przodu i z tyłu). W okolicach krocza zabezpieczamy nacięcia taśmą aby folia odblaskowa nie rozdarła się wyżej. Wkładamy wór, kombinezon przez głowę, wyciągamy przez kieszenie ręce i robimy nogawki. Nogawki można zabezpieczyć taśmą (jeśli mamy), lub paracordem – owijając go wokół nóg. Aby zaś zabezpieczyć głowę, wór opieramy o głowę, wystawiając przez otwór jedynie część twarzową. W tak sporządzonym kombinezonie możemy maszerować w praktycznie każdych warunkach pogodowych i przetrwać każde jej załamanie w górach, czy innym trudnym terenie… latem i zimą.

Trzeba byłoby jeszcze napisać o tym, do czego może nam się przydać kawałek sznurka, czy scyzoryk, ale….