Wspomożyciel, Obrońca, Duch Święty

Innym dobrodziejstwem płynącym z wiary jest posiadanie Bożego Ducha w sensie sprawczym. Wprawdzie wcześniej mówiłem, że Bóg przenika wszystko, co we Wszechświecie się znajduje – nie wyłączając nas samych, jednak Duch Boży (Duch Święty) inaczej działa w ludziach, którzy o Nim nie wiedzą (lub nic o Nim nie chcą wiedzieć), a inaczej w tych, którzy do swojego życia Go zaprosili. Bóg dał nam nieśmiertelną duszę i ciało. Nasze ciało umożliwia nam posługiwanie się intelektem, dzięki któremu możemy je kontrolować i wykorzystywać do aktywności. Wybór zaś rodzaju tej aktywności zależy od naszej wolnej woli – kolejnego Bożego daru. Nasza aktywność może iść w dobrym kierunku – zgodnym z przykazaniami jakie od Boga otrzymaliśmy lub złym – łamiącym te przykazania. Zapraszając Ducha Świętego do swego życia, przypominamy użytkownika nowoczesnego telefonu, który instaluje w nim odpowiednie aplikacje. Jeśli chcemy sprawnie poruszać się po jakimś terenie, instalujemy aplikację „mapy”. Jeśli chcemy polepszyć nasze kontakty z bliskimi czy znajomymi, instalujemy jakiś komunikator, itd. Dzięki odpowiednim „aplikacjom” – darom Ducha Świętego – Bóg uzdalnia nas do działania na wielu różnych płaszczyznach, jednakże tylko w takich dziedzinach, które pozwolą nam lepiej przygotować się na życie wieczne lub wypełnić zadania, jakie nam powierzył. Wspiera nas też we wszystkich naszych działaniach mających zbliżyć się do Niego. Nasza wiara zaprasza więc Ducha Świętego do naszego życia, uczestnictwa w nim i udzielania nam takich właśnie darów. Prosząc o nie, instalujemy niejako w naszym „smartfonie” odpowiednie aplikacje, z których później na co dzień korzystamy. Bóg powołując nas do życia, dał nam świadomość i swoją obecność w nas („… tchnienie życia…” Rdz 2,7) – niczym system operacyjny, ale to od nas zależy, jakich będziemy używać programów i aplikacji, i… do jakich celów będziemy ich używać.
Wola Boża i obowiązki stanu

Oprócz systemu operacyjnego dostaliśmy też „na dobry początek” niektóre aplikacje (talenty) jakby w prezencie. W przypowieści o talentach (Mt. 25, 14-30), Jezus mówi, że pan dał każdemu słudze według jego zdolności. Ten fragment zwraca naszą uwagę na to, że to każdy z nas jest tym obdarowanym sługą. Każdy z nas coś otrzymał – jeden szlachectwo, drugi majątek, trzeci wspaniałą żonę i dzieci. Po dokładniejszej jednak analizie tego fragmentu Pisma Świętego, a zwłaszcza jego zakończenia, można by się przejąć powagą zadania, jakie od Boga otrzymaliśmy i konsekwencjami – jeśli mu nie sprostamy. Nie do końca jednak, bo Bóg nie będzie nas oceniał po sukcesach, ale po zaangażowaniu i trudzie jaki w dzieło włożyliśmy. Trzeba się tylko starać… nie zakopywać talentu jak niegodziwy sługa, ale coś z nim robić. Jeśli będziemy się starać ale nam nie wyjdzie lub coś złego nas spotka, będzie to wolą Boga, z którą – choć jej nie rozumiemy – trzeba się zgodzić. Bóg podejdzie do nas wówczas jak sprawiedliwy szef, który nie odbierze nam premii, za spóźnienie na rozładunek, bo wie, że na trasie był korek i opóźnienie nie wynikało z naszego niedbalstwa czy złej woli. Podobnie jest i z naszymi życiowymi niepowodzeniami. Jeśli nie jesteśmy ewidentnie winni złego losu – którego jesteśmy udziałem – nie powinniśmy popadać w rozpacz, bo po prostu „los tak chciał”. W takich sytuacjach bardzo pomocna jest modlitwa o pogodę ducha, która w swej treści wiele wyjaśnia: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”. W sytuacji kryzysowej lub w obliczu tragedii, której zapobiec nie mogliśmy, przyjmijmy do wiadomości ten Boży dopust i idźmy dalej, bo Bóg przygotował już dla nas kolejny rozdział księgi naszego życia i nowe talenty, które trzeba tylko w sobie odkryć. Łzy i żal są potrzebne, bo pomagają pewne rzeczy w swoim sercu poukładać, ale żałoba ma swój czas i zasięg, więc kiedy kurz opadnie trzeba się podnieść i iść dalej, bo świat i ludzie na nas czekają, by dalej razem budować nasz wspólny dom… Boże królestwo. Również myślenie, że coś jesteśmy winni tym, którzy odeszli, nie posunie nas do przodu, będzie nas wręcz ograniczać, krępować i zabierać cenny czas. Zwracał z resztą na to uwagę nasz Nauczyciel życia, mówiąc, że «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego» (Łk 9,62).
Miłosierny Ojciec i marnotrawny syn

Jeśli zaś w życiu się pogubiliśmy lub staliśmy się przyczyną zła czy tragedii – i tu nie wolno rozpaczać, bo przez cały czas jest przy nas Chrystus. Jest jak prawdziwy przyjaciel i kochający ojciec, który bez względu na okoliczności, nigdy nas nie opuści. Patrząc zaś na to oczami kierowcy, Bóg działa wówczas jak nawigacja, mówiąc krótko: „Zmieniam trasę”, po czym prowadzi nas nową drogą do zbawienia… nawet, jeśli ta droga prowadzi przez społeczny margines albo więzienie. W żadnym razie nie wolno nam popadać w beznadzieję czy rozpacz, a tym bardziej powątpiewać w Bożą obecność i Jego wszechmoc. Trzeba – jak Abraham – wierzyć nadziei, wbrew nadziei i ufać Bogu bezgranicznie, nawet jeśli po ludzku patrząc, wszystko to nie ma sensu. Ufać Bogu i zachować spokój należy nawet w sytuacjach beznadziejnych i pamiętać o jego przestrodze, aby nie bać się tych, co zabijają ciało, bo ci duszy zabić nie mogą. Bać się trzeba Tego, co ciało i duszę zatracić może w piekle (Mat. 10, 28). Innymi słowy bać się należy swojego grzechu i zła, które w sobie nosimy, bo to dzięki naszym decyzjom skazujemy się na tragiczny los za życia i po śmierci. Póki jednak żyjemy, wszystko możemy skierować na właściwe tory… nawet, jeśli będzie to ostatnia godzina naszego życia (historia Dobrego Łotra i historia miedzianego węża na pustyni… wystarczyło tylko na niego spojrzeć i człowiek pozostawał przy życiu; dziś tym miedzianym wężem jest Jezus Chrystus ukrzyżowany J 3,14-15). A tym właściwym torem jest miłosierna miłość naszego niebieskiego Ojca, bo zarówno nasze życie, jak i nasza nieśmiertelna dusza, należą do Boga. Do Boga, który nie jest jakimś odległym, mitycznym i pozbawionym uczuć bytem, ale naszym kochającym Ojcem. Nie żyjemy bowiem dla siebie, ale żyjemy dla Boga i nie umieramy dla siebie, ale dla Boga (Rz. 14, 7-8)… bo przez Niego i dla Niego zostaliśmy stworzeni. Mając zaś na uwadze, że Bóg mieszka w każdym z nas, trzeba dodać, że żyjemy również dla innych. Każde inne postrzeganie świata, jest pychą i miłością własną, co jest grzechem wręcz niewybaczalnym i drogą donikąd.
