You are currently viewing Katastrofa promu rzecznego lub na jeziorze cz. 2

Katastrofa promu rzecznego lub na jeziorze cz. 2

Przyjrzyjmy się więc różnym scenariuszom związanym z katastrofą na wodzie, w której zdani będziemy tylko na siebie. Zacznijmy od scenariusza najłatwiejszego.

Scenariusz pierwszy. Opuściliśmy statek tylko w kamizelce ratunkowej (kapoku), ale mamy na sobie naszą kamizelkę przetrwania i plecak… kapok można założyć na plecak. Poza tym, nasz plecak nie utonie, a co więcej, może nam posłużyć jako dodatkowa boja ratunkowa. Kapok utrzyma nas na powierzchni wody, więc ręce i nogi będziemy mieć wolne. Mamy jednak tylko kilka czy kilkanaście minut, aby zapobiec hipotermii. W tym czasie musimy zabezpieczyć się przed wychłodzeniem organizmu w wodzie lub zrobić sobie tratwę, aby wystawić nad wodę tyle ciała, ile się da.

Jak sugerowałem wcześniej, najpierw zabezpieczamy kurtkę w okolicy szyi i bioder, aby ograniczyć cyrkulację wody… uwięziona pod kurtką woda się ogrzeje i nie będzie nas wyziębiać tak intensywnie jak ciągle napływająca woda świeża. W kieszeniach kamizelki przetrwania mamy śpiwór termiczny, butelki składane na wodę, woreczki strunowe, sporą ilość linki paracord i latarkę czołową. W plecaku zaś mamy Bivi Bag, śpiwór do spania i inne sprzęty, które pomogą nam przetrwać sytuację w której się znaleźliśmy. Aby jednak skutecznie używać tego wyposażenia, musimy mieć dobrą widoczność. Jeśli jest ciemno, najpierw wyciągamy z naszej kamizelki (lub plecaka) latarkę. Po założeniu latarki, wyciągamy z kamizelki lub plecaka światła chemiczne – białe i czerwone. Łamiemy laski i wkładamy je za pasek latarki… będziemy mieć dodatkowe światło i będziemy widoczni dla ratowników.

Gdy wszystko dobrze widzimy, w pierwszym rzędzie zabezpieczamy nasz śpiwór do spania – jeśli znajduje się na zewnątrz plecaka i nie jest zabezpieczony przed wodą, pakujemy go do worka na śmieci i niech sobie czeka (worki na śmieci mamy w plecaku). Następnie wyciągamy z plecaka Bivi Bag i go rozkładamy. Gdy mamy rozłożony Bivi, wyciągamy z kamizelki śpiwór termiczny, który również rozkładamy i wkładamy go do Bivi, po czym pompujemy go powietrzem. Najprościej rzecz ujmując, składamy jego koniec jak torebkę i dmuchamy… trochę to potrwa, ale do kompresora daleko. Pamiętajmy, aby dmuchać spokojnie i miarowo, by przez długotrwałą hiperwentylację nie dopuścić do zawrotów głowy czy omdlenia. Śpiwór można wypełnić wstępnie powietrzem – rozszerzając jego wlot i kierując go na wiatr… trzeba go jednak mocno trzymać, aby nam go silny wiatr nie wyrwał. Pompujemy tyle, aby plastikowy śpiwór termiczny wypełnił się powietrzem w połowie jego pojemności.

Po napompowaniu śpiwora termicznego do odpowiedniej wielkości, zawiązujemy jego koniec  szczelnie linką paracord, którą mamy w kamizelce… raz jeszcze powtórzę; zawiązujemy bardzo szczelnie i mocno, i sam koniec, bo śpiwór termiczny ma być sflaczały, a nie napompowany jak balon. Do pocięcia linki używamy multitoola. Używamy nożyka z multitoola lub cążków… gdy będziemy mieć zgrabiałe od zimna ręce, może być problem z otwarciem nożyka, więc szybciej będzie użyć cążków. Multitool powinniśmy mieć na pasku od spodni lub w kieszeni kamizelki albo w plecaku… uważamy, aby nam multitool nie wpadł do wody… jak trzeba, trzymamy go w zębach albo wkładamy do kieszeni. Gdy nie mamy linki (można użyć sznurówek) lub nie możemy się do niej dostać, a czas ucieka, można końcówkę nadmuchanego worka skręcić i zrobić supeł… mocny supeł, bo mokry plastik może się łatwo rozwiązać. Po napompowaniu śpiwora do połowy jego pojemności i zawiązaniu go – wpychamy go głęboko do Bivi i zawiązujemy koniec Bivi linką. Bivi zawiązujemy w miarę ciasno, aby lekko ściskał napompowany śpiwór. Po mocnym zawiązaniu Bivi, tratwę mamy gotową. Do supłów można podczepić lub dowiązać nasz plecak (który wcześniej pewnie zdjęliśmy z pleców), aby mieć wolne ręce.

W plecaku mamy też długie i wąskie worki przeprawowe. Jeśli woda jest zimna, worki zakładamy na nogi i zabezpieczamy gumkami na wysokości kolan i wysoko przy pachwinie (gdy mamy worki z uszami – uszy można zawiązać na pasku od spodni lub przez niego przewlec). Podczas zakładania gumek, wypychamy nadmiar wody z worka. Worki pomogą nam zabezpieczyć nogi przed intensywną utratą ciepła, gdy będziemy je mieli w wodzie.

Mając zbudowaną tratwę i worki na nogach, staramy się spokojnie wślizgnąć na brzuchu na tratwę – zaczynając od tyłu (załóżmy, że przód, to supły z podwieszonym plecakiem). Przy spokojnej wodzie, kładziemy się na tratwie. Jeśli nie potrafimy się na tratwie utrzymać lub jest wysoka fala, siadamy na niej okrakiem – trzymając nogi w wodzie jako stabilizatory, zaś tułów kładziemy na worku.

Gdy jest spokojnie, wyciągamy z plecaka lub pokrowca śpiwór do spania i nakrywamy się nim… nawet, jeśli jest mokry. Wyciągamy też z kamizelki koc termiczny, zarzucamy go na siebie (srebrna strona do ciała), a brzegi podwijamy pod siebie. Na wietrze będzie to trudne (ustawiamy się wówczas przodem do wiatru), jednak musimy spróbować, bo wiatr będzie z nas wywiewał resztki ciepła. Pamiętamy też o głowie, z której ciepło uchodzi najszybciej. Jeśli zgubiliśmy czapkę, w plecaku mamy zapasową; jeśli jej nie mamy, na głowę można sobie też założyć bieliznę awaryjną, którą możemy sobie obwiązać głowę… na głowę nasuwamy też kaptur kurtki… pamiętajmy o światłach chemicznych, aby być widocznym dla ekip ratunkowych.

Gdy zobaczymy ratowników na łodziach czy w helikopterze, dajemy im znaki latarką, gwizdkiem czy światłem chemicznym… można wykonywać obszerne koliste ruchy latarką czy światłem chemicznym – tworząc świetlne koło… widać je z daleka. Z kamizelki przetrwania wyciągamy też kamizelkę odblaskową i zakładamy na kurtkę (oczywiście tylko wtedy, gdy rezygnujemy z przykrycia). Gdy do katastrofy doszło w dzień, wyciągamy z kamizelki racę dymną i obserwujemy otoczenie. Gdy zobaczymy zbliżające się łodzie ratunkowe czy latający śmigłowiec, odpalamy racę, aby oznaczyć swoją pozycję. Jeśli nie mamy racy albo nam zamokła, wyciągamy gwizdek i gwiżdżemy… zwłaszcza, gdy jest gęsta mgła. Jeśli jest słoneczny dzień lub noc z jasnym księżycem, możemy dawać sygnały lusterkiem sygnałowym, które mamy w kamizelce. Aby skutecznie rzucać zajączki zwykłym lusterkiem, trzeba zrobić z palców literę V (szczerbinkę, jak w karabinie) i namierzając wyciągniętą dłonią łódź ratunkową czy śmigłowiec, świecić między palcami w cel – ruszając lusterkiem lekko w górę i w dół… lusterko trzymamy przed oczyma.

Gdy w plecaku nie nosimy Bivi Baga, można go zastąpić śpiworem do spania. Otoczenie śpiwora termicznego czymś w rodzaju „opony” (relacja: opona-dętka), jest ważne z dwóch powodów. Pierwszy, to zapobieżenie pęknięciu nadmuchanego śpiwora termicznego, gdy się na nim położymy. Pamiętajmy, że śpiwór termiczny nie jest gruby, więc gdy ktoś w mokrym ubraniu ważący 100kg się na nim położy (nie mówiąc o wspinaniu się na niego w wodzie), istnieje ryzyko, że pęknie… warto w związku z tym dodatkowo zabezpieczyć jakąś bardzo mocną taśmą łączenia w takim śpiworze lub samemu zgrzać je zgrzewarką i sprawdzić, czy wszystko jest szczelne i wytrzymałe… od tego może zależeć nasze życie. Jak wcześniej wskazywałem, śpiwór termiczny pompujemy tylko w połowie pojemności, zaś obwiązujemy go Bivi czy śpiworem do spania mocniej po to, aby ciśnienie spowodowane naszym ciężarem rozpierało Bivi czy śpiwór do spania (oponę) – które są dostatecznie mocne, aby to wytrzymać – a nie śpiwór termiczny (dętkę), który jest delikatny i mógłby pęknąć… o tym, że wybieramy mocny śpiwór termiczny dobrej marki nie trzeba chyba mówić… śpiwory termiczne z marketów za paręnaście złotych, to zabawki dla dzieci. Bardzo ważne jest też, aby szerokość śpiwora termicznego była większa niż Bivi czy śpiwora do spania, bo inaczej i tak może nam pęknąć. Drugi powód zakładania na śpiwór termiczny „opony”, to przypadkowe rozdarcie go podczas wchodzenia na niego (zahaczenie klamrą paska od spodni, suwakiem zamka kurtki, paskiem zegarka itp.)… gdy śpiwór termiczny jest w mocnej otoczce Bivi czy śpiwora do spania, takie niebezpieczeństwo jest minimalne. Ideałem byłoby noszenie w kamizelce przetrwania obok śpiwora termicznego – specjalnego worka wykonanego z nylonu, Spectry czy Dyneemy (supermocnych i superlekkich tkanin z których szyje się między innymi spadochrony), który spełniłby rolę opony dla naszego śpiwora termicznego, gdy utracimy nasz plecak i nie będziemy mieć ani Bivi, ani śpiwora do spania… mimo wszystko, dopiszę taki worek do wyposażenia kamizelki przetrwania… może ktoś zacznie coś takiego produkować. Na takim „jedwabnym worku” powinny być naszyte różne przelotki na linkę ściągającą i taśmy, dzięki którym łatwiej byłoby się na naszą tratwę wspiąć i na niej utrzymać… nylon, polietylen czy poliamid są bardzo śliskie na sucho, a co dopiero w wodzie.

Dobrym pomysłem jest włożenie – przed zawiązaniem worka – do jego końca wężyka, który mamy na wyposażeniu (około 0,5m wężyka o gr. 5-7mm wystarczy), którym można dopompować powietrza, gdy już wszystko zawiążemy (śpiwór i Bivi). Powietrze przez wężyk będzie można upuszczać lub dopompowywać na bieżąco, gdy zajdzie taka konieczność. Wężyk powinien mieć z jednej strony jakieś proste w użyciu zamknięcie. To jednak rozwiązanie zabiera nam cenny czas, którego w zimnej wodzie nie mamy, ale… jeśli warunki są znośne, można je zastosować.

Innym rozwiązaniem problemu hipotermii w wodzie jest wejście do śpiwora do spania, potem założenie na niego Bivi, a na Bivi śpiwora termicznego. Te trzy warstwy dość dobrze ochronią nas przed utratą ciepła w wodzie… woda w śpiworach ogrzeje się od naszego ciała, a kolejne warstwy zabezpieczeń pozwolą nam to ciepło utrzymać.