W kolejnym cyklu artykułów o zagrożeniach, które mogą się pojawić przy okazji wykonywania zawodu kierowcy, zajmiemy się tematem katastrofy promu morskiego. Temat zachowania w przypadku katastrofy na rzece czy jeziorze omówiliśmy w osobnym artykule. Wiele zatem wskazówek pominę w tym cyklu – odsyłając do wspomnianych treści.

Dzisiaj wiedzę na temat zachowań wobec podobnych zagrożeń poszerzymy o dodatkowe wątki, które pominęliśmy w artykule dotyczącym rzek i jezior, bo o ile z małych promów ewakuacja jest prosta i szybka, o tyle z promów morskich (zwykle międzynarodowych), taka akcja jest trudna i skomplikowana. Małe promy częściej ulegają awariom i katastrofom, i szybciej też idą na dno. Duże – zanim zatoną – walczą długie godziny… choć w niektórych przypadkach dzieje się to bardzo szybko (patrz katastrofa promu „Estonia”, który zatonął po 35 minutach). Tak jak poprzednio, przyjrzymy się kilku scenariuszom wydarzeń i spróbujemy znaleźć sposoby radzenia sobie w sytuacjach, w jakich możemy się znaleźć.
Zanim jednak przejdziemy do omawiania konkretnych scenariuszy, przypomnimy sobie niektóre zasady, o których mówiliśmy we wspomnianych artykułach i dodamy inne, o których nie było okazji do tej pory powiedzieć, bo też duże promy morskie, to zupełnie inny świat.
Pierwsza zasada: W życiu i w pracy zawsze mamy „plan B”. Do elementów naszego planu B, będzie posiadanie plecaka ewakuacyjnego i kamizelki przetrwania. Te dwie, bardzo ważne dla nas rzeczy zabieramy ze sobą – opuszczając ciężarówkę na promie. Wyposażenie plecaka i kamizelki może się różnić od proponowanego przeze mnie, ale ich posiadanie powinno być obowiązkowe. Jeśli ktoś nie jest przekonany do noszenia kamizelki, koniecznie trzeba mieć jakąś saszetkę biodrową (najlepiej zakładaną na pasek od spodni), w której powinien znajdować się ekwipunek zarezerwowany właśnie dla niej… tzw. pierwsza linia obrony. Plecak możemy łatwo utracić, ale kamizelka czy saszetka będzie się na nas trzymać w nawet najtrudniejszych warunkach.

Druga zasada: Zachowanie „świadomości sytuacyjnej”. Nie wchodzimy na prom bezmyślnie i bezrefleksyjnie – nie mając pojęcia, co to za prom i jakie panują na nim warunki, i zasady… pamiętajmy, że duży prom, to labirynt pokładów, korytarzy, wind, pomieszczeń, barów i restauracji.
Pierwszymi więc naszymi działaniami po opuszczeniu ciężarówki, powinny być: 1. Sfotografowanie pokładu, na którym ciężarówkę zostawiamy; 2. Sfotografowanie planu sytuacyjnego pokładów promu; 3. Sfotografowanie planu ewakuacyjnego promu; 4. Sfotografowanie miejsc zbiórki awaryjnej, a przy nich sprzętu ewakuacyjnego i przeciwpożarowego; 5. Sfotografowanie pokładów zewnętrznych i usytuowanie łodzi czy tratw ratunkowych i innego sprzętu ratunkowego.

Przechodząc obok recepcji, zabieramy też foldery opisujące budowę promu, lokalizację pokładów, schodów, pomieszczeń itp., jak również procedurę postępowania w sytuacjach awaryjnych… i się z tym zapoznajemy (jeśli opis jest w obcym języku – w telefonie mamy translator).
Trzecia zasada: Robimy wycieczkę po promie – rekonesans. Nie ma to być oczywiście wycieczka w poszukiwaniu jedzenia i tanich zakupów, ale w poszukiwaniu dróg awaryjnego i szybkiego opuszczenia statku w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa. Staramy się też nauczyć otwierania drzwi znajdujących się na pokładzie i zapamiętać te mechanizmy, aby w razie potrzeby móc je otworzyć z zamkniętymi oczami. Gdy już w sytuacji się rozeznamy, można wyruszyć na poszukiwanie wrażeń, ale na pierwszym miejscu ma być nasze bezpieczeństwo… poza tym, od naszej umiejętności działania w sytuacjach ekstremalnych może zależeć życie wielu innych pasażerów, których z trudnego położenia wyprowadzimy – ratując ich życie (na tonącym promie „Sewol”, to właśnie kierowcy ciężarówek ratowali znajdujące się tam dzieci).

Po zlokalizowaniu szaf czy skrzyń z kamizelkami ratunkowymi, jak również kapsuł z tratwami ratunkowymi i łodziami ratunkowymi, warto się zapoznać ze sposobem ich użycia, a jeśli nie jest to jasne, warto poprosić kogoś z personelu, o wyjaśnienia… przede wszystkim na początku naszej przygody z promami. Również na tym polu będziemy mogli pomóc innym, bo z całą pewnością 90% pasażerów nie ma o tym zielonego pojęcia.
Czwarta zasada: Wybór miejsca na promie. Powinniśmy trzymać się miejsc usytuowanych blisko wyjścia na zewnątrz. Łatwo oczywiście tej zasady przestrzegać, gdy nie mamy kabiny i nie udajemy się na spoczynek, ale podczas wielogodzinnej podróży i odpoczynku w kabinie, nie mamy wyboru. W takiej sytuacji staramy się dokładnie zapamiętać drogę ewakuacji, aby zbudzeni w środku nocy nie działać chaotycznie i nie błądzić po korytarzach – szukając drogi ucieczki. Zapoznając się z drogami ewakuacji, bierzemy pod uwagę wyłącznie schody; w sytuacji awaryjnej windy są dla nas zakazane… mogą być pułapką bez wyjścia! W szafkach w kabinie, powinny być kamizelki ratunkowe (kapoki). Sprawdzamy więc ich stan i zapoznajemy się ze sposobem ich zakładania.

Piąta zasada: Ciepłe ubrania… nawet latem (można sobie jedynie odpuścić letnie pływanie promami po basenie morza Śródziemnego). Pewnie wielu z Was się teraz uśmiechnie, ale ja w takich miejscach śpię w ciepłym dresie i skarpetkach (obniżam oczywiście temperaturę klimatyzacji do minimum, aby nie przegrzewać organizmu). Śpiąc w ciepłym dresie, jestem gotowy do działania natychmiast, gdy tylko coś złego zacznie się dziać. Nie ograniczam się tylko do sztormowej pogody, ale robię tak zawsze, bo też prawie zawsze do katastrofy przyczyniał się człowiek; ze swoją niekompetencją, brawurą czy zaniedbaniem… katastrofa „Sewola” w Korei, katastrofa „Herald of Free Enterprise” w Zeebruge czy wiele innych, w których zginęły tysiące ludzi. Mówiąc o ciepłych ubraniach, nie mogę też nie wspomnieć o katastrofie polskiego promu „Jan Heweliusz”, w której zginęli wszyscy kierowcy; zmarli w większości na skutek hipotermii, bo powskakiwali do wody w piżamach lub majtkach… poumierali również na tratwach ratunkowych z wyziębienia. Proponuję więc, aby do naszego plecaka na czas przeprawy, zapakować dodatkowy, ciepły dres. Kto nie chce, nie musi w nim spać, ale w plecaku powinien się znaleźć. Powinien być również wtedy, gdy promem płyniemy tylko godzinę czy dwie… taki dres można szybko ubrać na wierzchnie okrycie, gdy trzeba będzie skakać do wody – nie tylko zimą, ale i latem. Pamiętajmy, że nawet latem woda morska w naszej części Europy nie przekracza 20 stopni Celsjusza (po kilkunastu minutach pobytu w takiej wodzie, już grozi nam hipotermia).
