You are currently viewing Auto w wodzie

Auto w wodzie

Sytuacje, gdy auto wpadnie do wody, zdarzają się rzadko, ale się zdarzają. Nie można więc takiego zagrożenia lekceważyć. Ciężarówka jest pojazdem dużym i wysokim, więc wjechanie do rzeki nie musi zaraz skończyć się tragicznie, ale gdy spadnie z nabrzeża (wielu kierowców jeździ do portów, a tam może być różnie, zwłaszcza po zmroku czy nocą) czy z promu (nie mam na myśli promów pływających po morzach, ale takie, które pływają po rzekach i jeziorach) lub gdy zarwie się most, może być źle. Gdy nasze auto wpadnie do głębokiej wody, kabina natychmiast pójdzie pod wodę, bo silnik, kabina i zawieszenie to całe tony żelaza. Nawet, gdy z tyłu mamy chłodnię, która będzie pływać (zwłaszcza, gdy będzie pusta lub z niewielkim ładunkiem), kabina pójdzie dziobem w dół… zarówno duży tir, jak i furgonetka.

Gdy znajdziemy się w takiej sytuacji, będziemy mieć kilka, kilkanaście sekund, aż woda wedrze się do środka i wszystko zaleje – ściskając znajdujące się tam powietrze i wypychając je przez szpary i kratki wentylacyjne na zewnątrz. Te kilka, kilkanaście sekund musi nam wystarczyć na wypięcie się z pasów, zaczerpnięcie powietrza, otwarcie okna lub drzwi i opuszczenie kabiny. Z całą pewnością osoby, które czegoś podobnego nie ćwiczyły, wpadną w panikę – jest to zrozumiałe i naturalne – ale nietrudno będzie wówczas o działania nieracjonalne i błędy. Zanim więc przejdę do przedstawiania konkretnych porad, gorąco polecę poćwiczyć gdzieś na basenie czy na wakacjach różne działania pod wodą, aby mieć jakieś rozeznanie, co do swoich możliwości i trudności, na jakie możemy się pod wodą natknąć.

Okej, wracamy do naszej tonącej kabiny. Zacznijmy jednak od pierwszej i podstawowej rady dotyczącej takich sytuacji. Ta rada, to oczywiście nie znajdować się w tonącym aucie. Trochę to przewrotnie zabrzmiało, ale już wyjaśniam. Jeśli tylko zauważymy, że auto wjeżdża w miejsce, gdzie grozi mu wpadnięcie do wody, natychmiast z niego wyskakujemy… i to jak najdalej. Jeśli jesteśmy jeszcze na lądzie, najwyżej złamiemy sobie rękę czy nogę, ale unikniemy naprawdę niebezpiecznego zatonięcia wraz z ciężarówką. Jeśli zaś auto już wpada do wody, a my z niego wyskoczymy – wpadniemy do wody i unikniemy uderzenia o wodę w kabinie, które przypomina zderzenie ze ścianą – nawet, jeśli jego prędkość jest niewielka… gdy nie będziemy zapięci w pasach, takie zderzenie może sprawić, że o coś w kabinie uderzymy i stracimy przytomność, a wówczas grozi nam utonięcie… jest raczej mało prawdopodobne, aby na miejscu był nurek, który z kabiny nas wydostanie i zreanimuje. W porcie nie mamy zazwyczaj zapiętych pasów, więc gdy auto wpadnie do wody, będziemy się walać po kabinie, jak worek ziemniaków.

Przejdźmy teraz do scenariusza ciemniejszego: Nie udało nam się z auta wyskoczyć, wpadliśmy do wody wraz z nim i nie mamy zapiętych pasów bezpieczeństwa. Gdy jest ciemno, a my jesteśmy przytomni, trudno nam będzie doszukać się błyskawicznie przycisków otwierających okna czy sprzętów do wybijania szyb. Mimo wszystko, znamy wnętrze kabiny na pamięć, więc jakoś się tego doszukamy – nawet po omacku i w wodzie. Pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy zrobić, to otworzyć okno. Gdy znaleźliśmy odpowiedni przycisk (zakładamy, że mechanizm działa), nabieramy powietrza i naciskamy go, aby otworzyć okno. Musimy się przygotować na nagły wlew mas wody do kabiny. Po otwarciu okna, gwałtownie wzrośnie w kabinie ciśnienie, co może spowodować ból uszu, a nawet pęknięcie bębenków (jeśli jesteśmy głęboko pod wodą). W takiej sytuacji najlepiej zatkać nos i w niego dmuchnąć… można też przełykać ślinę lub ruszać żuchwą w lewo i prawo. Gdy otworzy się okno i kabina wypełni się wodą (potrwa to kilka sekund), wypływamy na powierzchnię. Gdy jest ciemno, a nie potrafimy określić, gdzie jest powierzchnia – szukamy jakiegoś światła (zegarek, światła auta, światła zewnętrzne) i mając skierowaną twarz w kierunku światła, wypuszczamy odrobinę powietrza i patrzymy, w którą stronę lecą bąbelki… w tę samą stronę wypływamy.

Opcja trzecia. Gdy wpadliśmy z autem do wody, ale pasy mamy zapięte, jesteśmy w dobrej sytuacji, bo znajdujemy się w pozycji wyjściowej w której mamy rozeznanie, gdzie co jest i łatwy do tego dostęp… wszystko znamy na pamięć i wszystko mamy przed oczami. Siedząc jeszcze w fotelu – a jest ciemno – zapalamy światło w kabinie i dobywamy naszego noża ratunkowego lub innego przedmiotu, którym będziemy mogli zbić szybę i przeciąć pasy jeśli zaistnieje taka konieczność. Nóż ratunkowy powinien być zawsze w tym samym miejscu i zabezpieczony przed przemieszczaniem się w razie koziołkowania auta (w jakimś zamykanym schowku lub przypięty na klipsie czy przyczepiony gdzieś na rzepie).

Trzeba założyć, że kabina raczej nie będzie ustawiona poziomo, ale znajdzie się w innej pozycji. Gdy więc nagle wypniemy się z pasów (lub je przetniemy), możemy polecieć – czy to na przednią szybę, na bok albo na sufit. Gdy wypniemy się z pasów, nabieramy powietrza (w kabinie przez jakiś czas będzie się utrzymywać poduszka powietrzna) i otwieramy okno… po raz kolejny przypomnę, że trzeba się przygotować na nagły napływ wody do środka i wzrost ciśnienia. Jeśli mechanizm otwierający okna działa, czekamy cierpliwie, aż okno się otworzy. Gdy w kabinie jest jeszcze jakaś poduszka powietrza, nabieramy go raz jeszcze i wypływamy na zewnątrz.

Jeśli mechanizm otwierający okna nie działa – wybijamy nożem (lub innym twardym przedmiotem) szybę i opuszczamy auto… wybijamy szybę boczną… przedniej nie wybijemy, bo jest klejona. Podczas wybijania szyby, trzeba uważać, aby szkło wraz z wodą nie poleciało nam na twarz. Gdy nie działa mechanizm otwierający okno, można spróbować otworzyć drzwi, ale pamiętajmy, że gdy w kabinie jest jeszcze poduszka powietrzna, drzwi możemy nie otworzyć, bo zewnętrzne ciśnienie wody będzie na nie napierać. Prościej więc i szybciej będzie wybić okno i czym prędzej z kabiny się wydostać. Pamiętajmy też, że w wodzie nie jest łatwo wybić szybę, a poza tym, szukanie odpowiedniego narzędzia – zwłaszcza, gdy jest ciemno – może być bezskuteczne. Szybę można spróbować wybić nogą czy pięścią, ale może być trudno. Warto mieć w związku z tym ustalony wcześniej plan działania i schowany w znanym sobie miejscu jakiś przedmiot, którym taką szybę w wodzie łatwo zbijemy (w niektórych ciężarówkach instalowany jest uchwyt z młoteczkiem do zbijania szyb). Jak mówiłem – nóż ratunkowy mamy zawsze w ty samym miejscu; kombinerki, których często używamy trzymamy zawsze w tym samym zamykanym schowku; gaśnica w łatwym do wydobycia miejscu itp.… wszystkim tym możemy zbić szybę. Po rozbiciu okna – przypominam – trzeba się przygotować na nagły napływ wody do wnętrza.

Jeśli nie potrafimy wybić szyby, staramy się jakoś otworzyć drzwi. Jeśli ciągle nie potrafimy tych drzwi otworzyć, oddychamy powietrzem, które jeszcze znajduje się w kabinie. Gdy powietrze się skończy lub zostało go bardzo mało, jest szansa, że drzwi będzie można otworzyć, bo ciśnienie się wyrównało… poza tym, ciśnienie może być wyrównane nawet wtedy, gdy w kabinie będzie poduszka powietrzna, więc ciągle trzeba próbować.

I na koniec jeszcze inna ważna kwestia. Gdy wraz z kabiną znajdziemy się na dużej głębokości; 8-10 i więcej metrów, i będziemy oddychać powietrzem znajdującym się w poduszce powietrznej – powietrze w naszych płucach będzie miało ciśnienie takie, jakie panuje na tej głębokości tzn. dwukrotnie większe niż na powierzchni (na każde 10m przyrost ciśnienia o 1atm/bar). Jeśli wówczas wypłyniemy na powierzchnię z zatrzymanym oddechem, to sprężone powietrze się rozpręży i rozerwie nam płuca, co grozi poważnym uszkodzeniem nie tylko płuc, ale i innych organów, i może skończyć się śmiercią. Kardynalną zasadą wynurzania się z głębokiej wody jest ciągłe wydychanie powietrza… otwieramy lekko usta i wypowiadając „aaa…”, wypuszczamy lekko powietrze z płuc. W sytuacji silnego stresu i panicznego wydostawania się na powierzchnię, bardzo łatwo o tym zapomnieć – zwłaszcza kierowcy, który tylko o tym przeczytał i z nurkowaniem nie miał nigdy do czynienia. Niemniej tę zasadę trzeba sobie w sercu wyryć jak pacierz, bo od tego może zależeć nasze życie. Podczas wynurzania się pamiętamy też o uszach… chociaż uszy same o sobie przypomną… silnym bólem. Raz jeszcze powtórzmy: WYNURZAJĄC SIĘ WYPOWIADAMY „AAA…”, RUSZAMY ŻUCHWĄ W LEWO I PRAWO, I LEKKO WYPUSZCZAMY POWIETRZE.

Aby zminimalizować ryzyko rozerwania płuc podczas wynurzania, można zastosować metodę wynurzania z kesonem nurkowym. Nie mam tu oczywiście zamiaru namawiać do wożenia ze sobą specjalistycznych urządzeń, ale chcę przedstawić prosty sposób, aby zastosować samą zasadę w warunkach podstawowego wyposażenia auta. Najprościej będzie użyć naszego plecaka, torby na laptopa, torby podróżnej, reklamówki lub kubła – jeśli takowy w aucie mamy… z kubłem czy reklamówką będzie najszybciej. Gdy znaleźliśmy się w aucie idącym na dno i zalewanym przez wodę, chwytamy za kubeł, odwracamy go dnem do góry i zakładamy go sobie na głowę. Głowę odchylamy maksymalnie do tyłu, aby usta i nos były w najwyższym punkcie kubła czy innego sprzętu – naszego kesonu. W kuble stworzymy poduszkę powietrzną z powietrzem, którym będziemy mogli oddychać. Jak to działa? Odwróćmy szklankę do góry dnem i połóżmy na wodzie, a zobaczymy poduszkę powietrzną, która powstanie w szklance. Gdy nie mamy kubła, wyrzucamy zawartość plecaka i zakładamy go sobie na głowę – zasuwając zamek aż po szyję; gdy nie mamy pod ręką plecaka, bierzemy torbę na laptopa lub mocną reklamówkę i robimy to samo… z reklamówką trzeba ostrożnie, bo będą na nią działać duże siły wyporu – wprost proporcjonalne do ciężaru wody, którą będzie ona w stanie wypełnić… minus ciężar naszej głowy, a więc 5-8kg… z taką mniej więcej siłą, reklamówka będzie nas ciągnąć do góry… po 20-30-stu sekundach będziemy na powierzchni… reklamówka nie może być oczywiście dziurawa (mocne reklamówki wielokrotnego użytku z marketu są idealne).

Wracamy do kabiny. Po założeniu „kesonu” na głowę, wydostajemy się z kabiny (nic nie szkodzi, że po omacku… byle do góry) i oddychając powietrzem zgromadzonym w kuble lub plecaku czy reklamówce – wynurzamy się na powierzchnię. Kubeł, reklamówka czy plecak będzie nam nie tylko pozwalał oddychać – zapobiegając utonięciu i rozerwaniu płuc, ale i będzie naszą boją ratunkową, która wyciągnie nas na powierzchnię z największych nawet głębin. W takim domowym kesonie będziemy mogli też przez jakiś czas oddychać w kabinie, gdy zaleje ją woda, a my nie będziemy potrafili się z niej wydostać.

Zastosowanie kesonu, pozwoli nam też zebrać myśli i ochłonąć z silnego stresu spowodowanego nagłym zdarzeniem. Da nam też pewne poczucie bezpieczeństwa, które zapobiegnie panice i nieracjonalnym działaniom. Trzeba jednak uważać, bo po kilku minutach stężenie dwutlenku węgla może być tak duże, że stracimy przytomność.