You are currently viewing Choroby zawodowe kierowców cz. 1

Choroby zawodowe kierowców cz. 1

W artykułach poświęconych kondycji fizycznej i psychicznej, jak również o odżywianiu, dość sporo mówiliśmy o tym, jak o swoje zdrowie dbać i na co zwracać szczególną uwagę, aby go z własnej winy nie stracić. W tym zaś artykule postaramy się znaleźć remedium na szkodliwe działanie innych, jednak bardzo istotnych czynników na które jesteśmy codziennie narażeni – wykonując zawód kierowcy.

Praca kierowcy zawodowego, to praca bardzo zróżnicowana. Przez długie godziny prowadzimy różne pojazdy, przewozimy różne rzeczy i czasami wszystkie je sami ładujemy i zabezpieczamy. W drodze zdarzają nam się również niespodzianki w postaci większych lub mniejszych awarii, które nierzadko sami musimy usuwać. Wszystko to naraża nas na mniej lub bardziej poważne urazy ciała.

Ani awarii, ani urazów nie jesteśmy w stanie uniknąć… takie rzeczy po prostu się zdarzają. Długotrwałe ponadto przebywanie w pozycji siedzącej, jak również wibracje, hałas, obciążenie wzroku czy obciążenie psychiczne – naraża nas na powolną utratę zdrowia i psychofizycznej sprawności. Z uwagi na to, że wiele z wymienionych rzeczy nie mieści się stricte w zagadnieniu „choroby zawodowe”, pozwólmy sobie na szersze podejście do tematu i omawiając go włączmy w to przeróżne zdarzenia, które mogą pozbawić nas zdrowia przy wykonywaniu swojej pracy.

Długotrwały bezruch w wymuszonej pozycji

Zacznijmy od radzenia sobie z długotrwałym pozostawaniem w pozycji siedzącej za kierownicą – czynnikiem, który ma ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu i może spowodować powstawanie zmian zwyrodnieniowych naszego układu ruchowego, a w szczególności kręgosłupa.

W nowoczesnych ciężarówkach jest dużo miejsca i praktycznie każdy kierowca może się czuć za kierownicą komfortowo. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy w tej samej pozycji spędzamy kilka godzin – mimo, że jest to pozycja wygodna i ergonomiczna. Ustawienie fotela kierowcy ciężarówki, może się nieco różnić od ustawienia fotela kierowcy busa czy vana. Te pojazdy mają bowiem małe kabiny, a z racji małej masy narażone są na uderzenia innych pojazdów z tyłu i spowodowane tym urazy kręgosłupa (zmusza to kierowcę do ciągłego siedzenia w bezpiecznej pozycji – opartym o fotel). W ciężarówce jest dużo bezpieczniej i dlatego można tam korzystać z większej swobody.

Wprawdzie kierowcy busów i vanów mają mniejszą swobodę za kierownicą, mają za to większą swobodę, aby się tu i ówdzie zatrzymać na rozprostowanie kości. Wystarczy co 1,5 – 2 godziny zrobić krótką pauzę na skorzystanie na przykład z toalety i się przy okazji trochę poruszać na świeżym powietrzu, a problemy z narządem ruchu nas nie dopadną. Ponadto charakter pracy niektórych kierowców busów czy vanów, wymusza częste opuszczanie pojazdu, więc robienie celowych przerw w siedzeniu za kierownicą jest niepotrzebne.

Co do zaś kierowców ciężarówek; nie zawsze czas i miejsce pozwala im na tak częste przerwy. Czasami nie ma nawet gdzie się zatrzymać, aby oddać mocz… robimy to byle gdzie i na szybko, co niestety nie służy ani naszej prostacie, ani naszemu układowi moczowemu (zarówno zwlekanie z opróżnieniem pęcherza moczowego, jak i niecałkowite jego opróżnianie, może być przyczyną poważnych schorzeń urologicznych). Jak zatem dbać o nasze zdrowie, aby nie doprowadzić po kilku latach pracy do jego utraty? Oto kilka prostych rad.

Jak mówiłem, w ciężarówce jest dość dużo miejsca więc warto się podczas jazdy trochę „powiercić” czy „postepować” nogami. Korzystajmy z tego regularnie, ale… w granicach rozsądku, aby nie tracić czujności i na bieżąco kontrolować co się na drodze dzieje. Na wiercenie się trzeba oczywiście wybrać odpowiednią drogę, bo nie każde warunki drogowe nam na to pozwolą. Powinna być to oczywiście autostrada i spokojna jazda na tempomacie. Jazda po mieście, krajówce (landówce) czy w korku, wyklucza robienie jakichkolwiek ćwiczeń za kierownicą. Jeśli więc warunki nam na to pozwalają, możemy podczas jazdy trochę się poruszać. Przede wszystkim trzeba często zmieniać pozycję za kierownicą, aby unikać ciągłego przebywania w tej samej pozycji. Przez pół godziny można siedzieć wygodnie opartym o fotel, po czym przez jakiś czas siedzieć bliżej deski rozdzielczej, aby zmienić kąt wygięcia kręgosłupa. Co jakiś czas warto też trochę pokręcić tułowiem – to w lewo, to w prawo, aby się kręgosłup nieco rozruszał, rozgrzał, dokrwił i dotlenił. Można się też pokiwać; do przodu i do tyłu – napinając mięśnie brzucha, kręgosłupa, rąk czy nóg… wszystko oczywiście w granicach rozsądku, aby się nie dekoncentrować w czasie prowadzenia pojazdu. Podczas jazdy można też napinać różne partie mięśni, aby je dotlenić i podnieść ukrwienie i dotlenienie całego ciała. Co do stepowania – można co jakiś czas poruszać trochę nogami i samymi stopami, by i te części ciała obudzić. Zaangażowanie mięśni podczas jazdy, likwiduje również uczucie znużenia, a podczas jazdy nocnej pomaga utrzymać trzeźwość. Nie ma wówczas potrzeby truć się mocną kawą czy energetykami. Wygodne siedzenie za sterami i słuchanie muzyki jest miłe, ale po latach odbije się na kondycji ruchowej całego naszego ciała i naszej wadze. Jeśli już tej muzyki sporo słuchamy, poruszajmy się trochę w jej takt, aby połączyć przyjemne z pożytecznym.

Co do zaś krótkich postojów na skorzystanie z toalety – kiedy tylko robimy na to przerwę, doliczmy do niej kilka minut na rozprostowanie kości (przykładowe ćwiczenia znajdziemy w artykule „Kondycja fizyczna kierowcy”). Nie rozleniwiajmy się albo nie gońmy wiatru, bo kiedyś choroba i tak sobie ten czas z nawiązką odbierze… nie mówiąc o kosztach. Z takiej kilkuminutowej gimnastyki powinni korzystać przede wszystkim kierowcy małych pojazdów.

Hałas

Kolejne obciążenie podczas długotrwałej jazdy, to oczywiście nieustanne wibracje i hałas. Zarówno hałas który słyszymy, jak i ten, którego nie jesteśmy świadomi, a który istnieje i ma realny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu (infradźwięki i ultradźwięki). Nowoczesne ciężarówki, furgonetki i vany, są dość dobrze wyciszone jeśli chodzi o pracę silnika i drgania kabiny, jednak problemem nie do pokonania jest szum opływającego kabinę powietrza… pewnie szkoda producentom ciężarówek pieniędzy na grubsze szyby i dokładne wyciszenie (nie wszystkim oczywiście). Daje się to we znaki zwłaszcza przy szybkiej jeździe busem czy też podczas jazdy ciężarówką pod wiatr… mimo, że ciężarówka szybko nie jeździ. Nijak nie da się tego wytłumić. Taki długotrwały hałas połączony z pracą silnika na wysokich obrotach – powoli, ale sukcesywnie niszczy nasz słuch i powoduje poważne obciążenie psychiczne. Szybciej się też męczymy. Taki hałas stanowi ponadto realne zagrożenie dla naszego zdrowia i życia, bo się dekoncentrujemy i stajemy się agresywni i nerwowi. W dłuższej zaś perspektywie, prowadzi do upośledzenia słuchu, depresji i zaburzeń psychicznych, jak również dysfunkcji i chorób całego naszego organizmu – w tym chorób serca i układu krążenia. Na ochronę przed hałasem organizm zużywa ponadto spore ilości energii. Do hałasu nie da się przyzwyczaić. Nasza świadomość może o nim zapomnieć, ale nasze ciało nie zapomni o nim nigdy i prędzej czy później odbije się to na jego kondycji. Myślimy czasem, że słuchamy radia czy muzyki i nie słyszymy hałasu… on jednak jest i razem z głośną muzyką – która go maskuje – niszczy nasz organizm jak niewidzialny zabójca.

Jak zatem chronić swoje zdrowie przed hałasem w czasie jazdy? Niestety idealnych rozwiązań na razie nie ma. Jednym ze sposobów jest używanie tanich i praktycznych ochronników słuchu – poliuretanowych zatyczek wkładanych do kanału słuchowego, potocznie zwanych stoperami. Takie rozwiązanie jest jednak ryzykowne, gdyż blokuje nam dostęp do sygnałów dochodzących z zewnątrz, co może mieć wpływ na bezpieczeństwo jazdy, gdyż nie słysząc co się wokół nas dzieje (nadjeżdżający na sygnale pojazd uprzywilejowany, sygnały innych użytkowników drogi itp.), możemy stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu innych użytkowników drogi i nas samych. Możemy też nie usłyszeć odgłosów nieprawidłowej pracy silnika czy innych podzespołów pojazdu. Innym rozwiązaniem jest używanie słuchawek aktywnie tłumiących hałas (działają nawet wtedy, gdy nie słuchamy przez nie muzyki czy radia). Powinny to być słuchawki wkładane do kanału słuchowego ucha i mogą być przewodowe lub bezprzewodowe. Takie słuchawki są dość drogie, ale skutecznie tłumią hałas podczas jazdy – nie tłumiąc zupełnie dźwięków dochodzących z zewnątrz. Pośrednim rozwiązaniem są zwykłe słuchawki dokanałowe, które również tłumią hałas – wprawdzie nie tak dobrze jak słuchawki aktywnie tłumiące hałas, ale i to pomaga. Niestety, mimo, że jest to dobre rozwiązanie, w niektórych krajach takich słuchawek używać nie wolno. Generalnie w całej Europie nie wolno używać telefonu podczas jazdy, więc policjant może nałożyć mandat za samo używanie słuchawek – bez dociekania czy używaliśmy telefonu czy nie, czy mieliśmy go w ręku, czy nie. Czasami wytłumaczeniem może być potrzeba słuchania komunikatów nawigacji, którą w telefonie mamy, ale i to może nie wystarczyć. Jeśli więc ktoś chce używać takich słuchawek podczas jazdy, to powinien się dowiedzieć – w jakich krajach jest to dozwolone i na jakich warunkach, a w jakich nie, bo przepisy ciągle się zmieniają i nie ma jednolitych w całej Europie.

Obciążenie zmysłu wzroku

Równie mocno co nasz słuch, podczas pracy eksploatujemy nasz wzrok. Nieustannie jesteśmy narażeni na zmieniające się natężenie światła. W czasie tylko jednej minuty nasz wzrok musi się adoptować do skrajnie różnego poziomu docierających do naszych oczu bodźców wzrokowych: raz będzie to bezpośrednie światło słoneczne, raz światło słoneczne odbite od jasnych powierzchni, raz cień, gdy znajdziemy się w terenie zalesionym, a raz niemal ciemność, gdy wjedziemy do tunelu. Na podobne obciążenia narażeni jesteśmy podczas jazdy po zmroku: chwilami jedziemy w zupełnej ciemności, to znów ktoś nas oślepi, to wjedziemy do jasno oświetlonego tunelu, potem znów ciemność. Podobnie jest z jazdą w czasie deszczu, zwłaszcza po zmroku, kiedy to światła innych pojazdów odbijają się od mokrej jezdni i nas oślepiają, a wycieraczki biegają w tę i z powrotem. Innym obciążeniem naszego zmysłu wzroku, jest nieustanna kontrola wszystkich lusterek. Przez cały praktycznie czas jazdy, nasz wzrok wędruje z jezdni na lewe lusterka, po czym wraca na jezdnię, potem na prawe lusterka, znów wraca na jezdnię, potem na deskę rozdzielczą, potem znów na jezdnię… i tak w kółko. Wszystkie te nagłe zmiany – zarówno jasności, jak i odległości obiektów, powodują zmęczenie naszego wzroku.

Na zmieniające się nieustannie warunki drogowe nie mamy wpływu, ale możemy zabezpieczyć się przed niektórymi z nich. Naszym oczom szkodzi przede wszystkim nadmiar światła – zwłaszcza jego nadfioletowe widmo (UV). Aby się przed tym zabezpieczyć używajmy okularów słonecznych. Powinny to być oczywiście dobre okulary z filtrem UV-A i UV-B, mieć certyfikat i oznaczenie CE. Nasze okulary powinny chronić nasze oczy również z boku, więc powinny być lekko zaokrąglone. Jeśli się porysują, należy je niezwłocznie wymienić, gdyż uszkodzeniu uległ filtr UV. W słoneczny dzień (zwłaszcza na południu Europy), wszystkie osłony powinny być opuszczone, aby tego światła do kabiny wpadało jak najmniej. Jeśli zaś nie jest to konieczne, rezygnujmy z noszenia okularów przeciwsłonecznych, bo i to obciąża nasz wzrok. Korzystajmy z niekwestionowanego dobrodziejstwa tej pracy i podziwiajmy piękno otaczającej nas natury, bo to działa jak lek na całe zło, które codziennie nas na drodze spotyka. Co do zaś jazdy po zmroku: pamiętajmy, aby zmniejszyć jasność deski rozdzielczej, nawigacji, komunikatorów i telefonu, aby nas one nie oślepiały. Pamiętajmy też, że naszym oczom szkodzi kurz i dym tytoniowy (o spalinach nie wspomnę). Lepiej więc jeździć z zamkniętymi oknami, niż narażać się na negatywne działanie kurzu i spalin dostających się z jezdni do naszej kabiny, zwłaszcza podczas jazdy po mieście, czy w korku. Jeśli często zdarzają nam się podrażnienia oczu, warto wozić ze sobą krople do oczu i roztwór soli fizjologicznej (płynu fizjologicznego), aby, gdy zajdzie potrzeba, móc oczy przemyć czy zakropić kroplami. Przy okazji zaś pobytu w toalecie, można oczy przemywać wodą.

Na stan naszych oczu, wpływ ma oczywiście również sposób naszego odżywiania. Dieta bogata w owoce, warzywa i kwasy tłuszczowe omega-3, jak również ruch na świeżym powietrzu, pozwolą nam utrzymać nasze oczy w dobrej kondycji. O tym zaś, że nasze oczy najlepiej mówią czy się wyspaliśmy, nikomu nie trzeba przypominać, więc mamy namacalny dowód, że aby nasze oczy były zdrowe, trzeba się też wysypiać.

Wprawdzie w czasie jazdy gimnastyki oczu mamy aż nadto, jednak od czasu do czasu (zwłaszcza podczas monotonnej jazdy) można trochę oczami pomrugać czy porobić kilka głupich min – zwłaszcza górnymi częściami twarzy – a nasze oczy będą nam za to bardzo wdzięczne. Na krótkiej zaś pauzie czy w czasie innych przerw, postarajmy się choć na chwilę oczy zamknąć i się wyciszyć (na oczy można wtedy założyć okulary przeciwsłoneczne lub czarną szmatkę, by ograniczyć dopływ jakichkolwiek bodźców i dać oczom odpocząć).

Zdrowie naszych oczu, to nie tylko intensywna eksploatacja zmysłu wzroku, ale i narażenie na urazy mechaniczne. Należy więc pamiętać o używaniu okularów ochronnych podczas wykonywania niektórych prac załadunkowych/wyładunkowych, jak również podczas dokonywania napraw czy usuwania awarii (przed laty kolega naprawiał koło; podczas pobijania młotkiem, odprysnął mu w oko maleńki opiłek… dzisiaj nie widzi na to oko).

I na koniec rzecz oczywista: co najmniej raz na dwa lata zróbmy sobie badania wzroku… słuchu, krwi, moczu itp.