You are currently viewing Pozyskiwanie wody w terenie cz. 2

Pozyskiwanie wody w terenie cz. 2

Studnia cygańska

Innym sposobem pozyskiwania wody z otoczenia, jest wykopanie tzw. studni cygańskiej. Taką studnię kopie się w pobliżu jakiegoś cieku wodnego; 1-2m od brzegu rzeki czy stawu… nie bierzemy oczywiście pod uwagę rowów w sąsiedztwie pól uprawnych, bo tam niechybnie wszystko będzie skażone nawozami i pestycydami. Mając jakieś puszki po konserwach, nie trudno nam będzie zrobić z nich łopatkę… jeśli i tego nie mamy, rozdrabniamy ziemię jakąś gałęzią i wybieramy ją rękami. Po wykopaniu odpowiednio głębokiego dołka (co najmniej 50cm średnicy i 50cm głębokości… lub więcej), w jego wnętrzu zacznie się zbierać woda. Woda będzie się bowiem do niego przesączać ze zbiornika obok którego naszą studnię wykopaliśmy – przesączając się zaś przez warstwę ziemi, będzie się oczyszczać.

Jeśli już nasza studnia wypełni się wodą, wylewamy ją do rzeki czy gdzieś z dala od nas. Ten zabieg powtarzamy kilkakrotnie. Po trzecim czy czwartym napełnieniu naszej niecki, woda w naszej studni powinna być czysta. Tak pozyskaną wodę można przegotować na ognisku w znalezionej puszce czy butelce i umyć nią inne naczynia, w których będziemy ją przenosić i z nich korzystać… i oczywiście pić… jeśli mamy trudności w myciu znalezionych butelek, można do nich wrzucić trochę piasku i węgla drzewnego z ogniska, i trochę nią po potrząsać. Gdy zaś nie mamy naczynia, w którym wodę moglibyśmy przegotować, można to zrobić – wrzucając do naszej niecki (studni) kilka czy kilkanaście mocno rozgrzanych w ognisku kamieni. Podczas podgrzewania kamieni, trzeba uważać, bo mogą pękać – strzelając niebezpiecznymi odpryskami… mokre kamienie (z rzeki, bagniska) mogą wręcz eksplodować, więc takich kamieni nie używamy. Jeśli nie mamy możliwości rozpalenia ognia i przegotowania wody z takiej studni, a grozi nam realne niebezpieczeństwo poważnego odwodnienia, a nawet śmierci, trzeba tę wodę pić na „surowo”… przykładamy tylko większą wagę do dobrego oczyszczenia wody (z cztery razy wodę wylewamy i pozwalamy, aby się ustała, zanim zaczniemy ją pić). W ślinie mamy nieco substancji o działaniu antyseptycznym, więc przy piciu jej drobnymi łyczkami i dokładnym połączeniu ze śliną, organizm powinien sobie z drobnoustrojami poradzić. Koniec końcem, po dotarciu do cywilizacji wszystko ustabilizujemy lub zajmą się nami lekarze… trzeba tylko tę drogę przeżyć.

Na obszarze pozbawionym cieków i zbiorników wodnych – wodę można pozyskiwać, kopiąc podobne studnie w terenie podmokłym czy zagłębieniach terenu (byle nie były to tereny uprawne). Może będzie trzeba trochę dłużej poczekać, ale woda się pojawi… może też trzeba będzie wykopać głębszy dół, ale powinno być okej. Tak pozyskaną wodę należy również przegotować. Picie wody wątpliwej jakości – bez uzdatnienia jej, może przynieść podobny skutek, co picie wody morskiej – może doprowadzić do biegunki a tym samym odwodnienia i zaburzenia gospodarki elektrolitowej… znacząco pogarszając naszą sytuację.

Wodę można też łatwo pozyskać na terenach podmokłych – wyciskając ją z mchu torfowego i pić ją bez uzdatniania. Mech torfowy wydziela bowiem jodynę, która skutecznie zabija zarazki.

Zbieranie rosy

Kolejnym  sposobem pozyskiwania wody z otoczenia, jest zbieranie rosy. Jeśli mamy jakąś płachtę (przydrożny baner reklamowy, jakaś folia z tunelu foliowego, jakieś worki foliowe itp.), rozkładamy ją na trawie w taki sposób, aby skroplona woda spływała w jedno miejsce, gdzie można ustawić naczynie. Tak pozyskana woda nadaje się do bezpośredniego spożycia, jeśli tylko płachta była czysta. Dla wzmocnienia efektu pozyskiwania wody, można ją ścierać ręką, jakąś szmatką czy gąbką.

Innym sposobem zbierania wody z rosy, jest zbieranie jej z trawy – powłócząc po niej swoją koszulą, podkoszulką czy też ręczniczkiem z mikrofibry. Podkoszulkę i koszulę można też obwiązać wokół goleni i trochę pospacerować po zroszonej trawie. Po zmoczeniu podkoszulka (najlepiej bawełnianego), wyżymamy wodę do jakiegoś naczyńka i proces powtarzamy… do momentu, aż wody będziemy mieli pod dostatkiem. Taka woda nie będzie zbyt czysta, ale po wstępnym przefiltrowaniu i przegotowaniu, będzie ją można spożyć… w sytuacji zaś braku możliwości uzdatnienia jej, można ją pić na surowo… drobnymi łyczkami, aby dobrze wymieszać ją ze śliną.

Deszczówka

Wodę można też pozyskać z deszczu – metodą podobną jak zbieranie jej z rosy, tzn. rozkładając odpowiednio lub podwieszając między drzewami jakąś płachtę czy parasol. Gdy zaś mamy tylko koszulę czy sweter, można go wystawić na deszcz lub owinąć po skośnym pniu drzewa czy jakiejś gałęzi w ten sposób, aby jeden koniec zwisał. Pod zwisającym elementem garderoby stawiamy naczynie na wodę. Spływająca po pniu czy gałęzi woda będzie skapywać do naczynia. Jeśli deszcz pada już długo, taką wodę można pić bezpośrednio po pozyskaniu. Jeśli jednak dopiero co zaczęło padać, a zanosi się na dłuższe opady – z pozyskiwaniem w ten sposób wody warto poczekać z pół godziny, gdyż pierwsze krople deszczu zawierają sporo zanieczyszczeń, które po drodze z nieba zbierają z powietrza. Jeśli zaś jest to krótka ulewa, a wody nam brakuje – na nic nie czekamy, ale zbieramy jej ile się da… te trochę zanieczyszczeń nam nie zaszkodzi… ale odwodnienie tak.

Woda z roztopionego śniegu, lodu i szronu

Nieco gorzej wygląda pozyskiwanie wody w okresie mrozów. Jeśli wokół leży śnieg, problem mamy rozwiązany – wystarczy roztopić go nad ogniskiem czy kuchenką w jakimś naczyniu i przelać tak pozyskaną wodę do butelek. Staramy się nie spożywać śniegu bezpośrednio, bo łatwo wyziębimy organizm. W wyjątkowych sytuacjach, gdy nie mamy na to czasu, a prowadzimy forsowny marsz i jesteśmy rozgrzani – lód i śnieg można bezpośrednio spożywać, ale bardzo powoli, by nie odmrozić sobie ust i nie zaprawić przy okazji gardła. W takich jednak sytuacjach lepiej będzie nabrać szybko trochę śniegu i włożyć go do woreczka na wodę, który powinniśmy mieć w kamizelce lub do innego szczelnego woreczka czy naczynia. Woreczek ze śniegiem wkładamy następnie do wewnętrznej kieszeni naszej kurtki, gdzie się roztopi i wstępnie ogrzeje do szybkiego wypicia. Jeśli jest to lód ze śniegu (warstwa takiego lodu często pokrywa leżący dłużej śnieg), taką wodę można pić bez uzdatniania. Roztapiając jednak śnieg, trzeba pamiętać, że zabarwiony na żółto czy brązowo nie nadaje się do spożycia – chyba, że przesączymy wodę z takiego śniegu przez filtr węglowy.

Jakkolwiek woda pozyskana z roztopionego śniegu nadaje się do bezpośredniego spożycia, to woda z lodu z jakichś cieków czy zbiorników wodnych już nie. Wodę z tak zebranego lodu należy koniecznie przegotować (co najmniej 10min) lub przefiltrować. Taką wodę traktujemy jak wodę brudną.

Jeśli wokół nie ma zalegającego śniegu, ani żadnych cieków wodnych, z których moglibyśmy odrąbać nieco lodu, wodę trzeba pozyskiwać ze szronu… w czasie mrozu oszronione będzie wszystko wokół, więc wody nie powinno nam zabraknąć… w nocy i rano, bo w dzień szron może się ulotnić (sublimacja). Szron zbieramy jak mannę z nieba; z gałęzi, roślin, skał, kamieni, siatki ogrodzeniowej, bram, jakiegoś dachu, rozłożonej na ziemi płachty, z naszego śpiwora termicznego… i gdziekolwiek go zauważymy. Wodę tak pozyskaną trzeba jednak uzdatnić, bo będzie dość brudna… no, może poza tą zebraną z naszej płachty czy wnętrza śpiwora termicznego, albo z otrząśniętego szronu z nisko rosnących iglaków.

Skraplanie pary

Innym sposobem pozyskania wody z otaczającego nas środowiska, jest skraplanie pary. Jeśli tylko naczynie, do którego nasza skroplona woda będzie spływać, jest czyste – taką wodę będziemy mogli pić bez uzdatniania jej (filtrowanie, gotowanie).

Parująca studnia cygańska. Pierwszy sposób na pozyskanie wody skroplonej, to wykopanie małej studzienki – jak miało to miejsce w przypadku studni cygańskiej – jednak nieco większej albo dwóch czy trzech studzienek. Na dnie wykopu – w centralnej jego części – ustawiamy jakieś naczynie, do którego spływać będzie woda. Nad naszą studzienką rozciągamy luźno płachtę folii z jakiegoś tunelu foliowego, baneru reklamowego czy naszej folii NRC. Na krawędzi studzienki, folię szczelnie okładamy kamieniami lub przysypujemy wybraną ziemią, zaś na jej środku kładziemy mały kamień – który obciążając płachtę – spowoduje jej wygięcie w lej. Jeśli ziemia, którą wybraliśmy jest sucha, warto do dołka wrzucić sporą ilość świeżych liści czy świeżej trawy (rośliny nie mogą być trujące).

Jeśli dzień jest słoneczny, naszą studzienkę kopiemy w miejscu nasłonecznionym… jest to ważne, gdy mamy do dyspozycji folię przeźroczystą – gdy nie mamy takiej folii, dołek kopiemy w miejscu zacienionym. Nieprzeźroczysta płachta nie może być nagrzewana przez słońce, bo nie będzie się na niej kondensować para. Aby to było możliwe, płachta musi mieć niską temperaturę. Po zbudowaniu instalacji, cierpliwie czekamy, aż woda zawarta w ziemi i częściach roślin, zacznie parować i skraplać się na ściankach rozłożonej folii (płachty). Skroplona woda będzie sukcesywnie kapać do naszego naczyńka. Jeśli dysponujemy cienką rurką lub wężykiem o odpowiedniej długości, możemy ją włożyć do ustawionego na dnie niecki naczynia i co jakiś czas przez tą rurkę skroploną wodę pić.

Parujące liście. Drugim sposobem pozyskiwania wody z pary, jest zamknięcie jakiejś części gałęzi z pobliskiego drzewa, w przeźroczystym worku foliowym. Gałęzie muszą być oczywiście pokryte zielonymi liśćmi… i z drzewa, które nie zawiera substancji trujących (najpewniej będzie więc wybierać drzewa, które znamy). Ta jednak metoda ma pewien minus – praktyczne jej zastosowanie ogranicza się do okresu wegetacji drzew, a więc wiosna, lato i wczesna jesień… choć w różnych częściach Europy różnie to wygląda. Metoda jest prosta, bo wystarczy napchać trochę zieleni do przeźroczystego plastikowego worka i szczelnie go obwiązać, zaś użytą gałąź lekko nagiąć ku dołowi. Do worka można też wrzucić kamień, który będzie go obciążał. Po chwili na ściankach worka, zacznie zbierać się skroplona para, która będzie spływać do jej dolnej części. Ta metoda wykorzystuje zjawisko parowania liści (transpiracji) – procesu, który najintensywniej zachodzi w dzień, podczas fotosyntezy. Trochę to potrwa, ale gdy na drzewo założymy kilka, czy kilkanaście worków – zbierze się miarka. Jeśli worki są czyste – tak pozyskana woda nadaje się do bezpośredniego spożycia.

Destylacja

I na koniec; pozyskiwanie wody pitnej z wody morskiej i słonej z odpadów kopalnianych. W prymitywnych warunkach, jedynym sposobem uzdatnienia takiej wody, jest destylacja… niestety, nie mamy na razie na rynku turystycznych filtrów do oczyszczania wody morskiej z soli.

Skraplanie w studni cygańskiej. Pierwszym sposobem destylacji wody morskiej, będzie zbudowanie studni cygańskiej (jak opisane było wyżej). Kopiemy ją jednak nieco dalej od brzegu, aby dół był dostatecznie duży i wilgotny, ale nie zbierało się w nim zbyt wiele wody. Jeśli zaś teren jest suchy, wodę można na bieżąco do studni dolewać – w ten sposób, że budujemy wokół niej fosę, do której co jakiś czas wody słonej dolewamy… woda będzie się przez piasek do niej przesączać. W środku dołu ustawiamy naczynie na wodę (jeśli nie mamy menażki, przecinamy znalezioną, plastikową butelkę na pół). Naczynie warto obciążyć kamieniem lub ustawić na jakimś postumencie w postaci piasku czy kamieni, aby nam nie pływało, gdy w dole zacznie się zbierać zbyt dużo wody (proces trzeba kontrolować). Dół przykrywamy folią przeźroczystą lub płachtą. W słoneczny dzień konieczna będzie przeźroczysta folia, w nocy może to być tarp, kawałek baneru reklamowego czy nasza folia NRC. Jeśli mamy wężyk, wkładamy go do naczynia na wodę i co jakiś czas ją pijemy.